Doktor Dolittle i jego zwierzęta już od 12,68 zł - od 12,68 zł, porównanie cen w 18 sklepach. Zobacz inne Literatura dla dzieci i młodzieży, najtańsze i najlepsze oferty, opinie.. Książki Społeczność Ogłoszenia Zaloguj się Książki Doktor Dolittle i jego zwierzęta Hugh Lofting /10 Ocena na 10 możliwych Na podstawie 69 ocen kanapowiczów Popraw tę książkę | Dodaj inne wydanie /10 Ocena na 10 możliwych Na podstawie 69 ocen kanapowiczów Opis Prawdziwa gratka dla wszystkich kochających zwierzęta! Jan Dolittle to niezwykły lekarz. Nauczył się porozumiewać ze zwierzętami, dzięki czemu zyskał ich zaufanie i dozgonną miłość. W zwierzęcym świecie stał się tak sławny, że o pomoc poprosiły go nawet małpy z dalekiej Afryki. Dobry doktor nie mógł zostawić stworzeń w kłopocie, dlatego wyruszył w podróż, podczas której spotkało go wiele – niekiedy niezbyt miłych – przygód… Nowe, ilustrowane wydanie klasyki lektur szkolnych przeniesienie czytelników w świat nieprawdopodobnych przygód i wspaniałej rozrywki. Doskonale sprawdza się jako książka do wspólnego, rodzinnego czytania. Data wydania: 2018-07-04 ISBN: 978-83-280-4899-7, 9788328048997 Wydawnictwo: Wilga Cykl: Doktor Dolittle, tom 1 Serie: Klasyka Literatury [Wydawnictwo Wilga], Lektura dobrze opracowana, Ze słownikiem Stron: 128 dodana przez: ReginaCatta Mamy 28 innych wydań tej książki Autor Hugh Lofting Urodzony 14 stycznia 1886 roku w Wielkiej Brytanii (Maidenhead) Hugh John Lofting urodził się w 1886 roku. To brytyjski pisarz, autor książek dla dzieci. Lofting jest znany przede wszystkim z napisania cyklu książek o doktorze Dolittle, który rozumiał mowę zwierząt. Lofting był pochodzenia angielsko-irlandzki... Wszystkie książki Hugh Lofting Gdzie kupić Księgarnie internetowe Sprawdzam dostępność... Ogłoszenia Dodaj ogłoszenie 2 osoby szukają tej książki Moja Biblioteczka Już przeczytana? Jak ją oceniasz? Recenzje Książka Doktor Dolittle i jego zwierzęta nie ma jeszcze recenzji. Znasz ją? Może napiszesz kilka słów dla innych Kanapowiczów? ️ Napisz pierwszą recenzje Moja opinia o książce Opinie Przeczytane Lektury szkolne - ponowne starcie 501 Must-Read Books Pamięć to jednak zabawna i nieco zawodna rzecz, wydawało mi się, że to była jedna z cięższych szkolnych lektur, a okazuje się, że nie do końca ;) Pinokio i psychopatka Kasia - to dopiero są okropieństwa. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że poległam na którejś kolejnej książce o doktorze Dolittle i stąd się wzięły moje złe doktora Dolittle i jego zwierzęcej gromadki były całkiem ciekawe i pouczające. Już sam pomysł na nauczenie się zwierzęcej mowy, która przyda się żeby pomagać naszym futrzastym (i nie tylko) przyjaciołom, to całkiem dobry temat na książkę dla dzieciaków. Od najmłodszych lat przejawiałam słabość do zwierząt wszelakiej maści i planowałam zostać weterynarzem, więc postać doktora Dolittle przypadła mi do gustu. Jako dorosła osoba nie podzielam (niestety, nad czym ubolewam) jego beztroskiego podejścia do życia, a sprawa wybielania czarnoskórego księcia w książce dla dzieci wydaje mi się odrobinę niestosowna, ale jako dziecko zupełnie tego nie zauważałam. Przeczytane Wielka Brytania Dla dzieci Fantasy Lektura szkolna Przygodowy Jak co wieczór siadamy z dzieckiem do czytania i wspólnie przeżywamy przygody wzajemnie badając reakcje współtowarzysza. Rozdział po rozdziale. Aż mija książeczka. Jestem zdumiony, że za pomocą prostych słów dzieci mogą otrzymać prosty komunikat, że warto pomagać zwierzętom (ucząc się, co ich boli) oraz ludziom (jest taka scena, kiedy Dolittle ratuje korsarza przed pożarciem przez rekiny). Pięknie uczy, żeby nie wyżywać się na innych, nie odgryzać, tylko dlatego, że dzieje się nam krzywda - autor wie, że czasem niesprawiedliwie oskarżamy bliźnich o coś, na co nie mieli wpływu. Główna oś fabularna skupia się na wyjeździe do Afryki, by tam udzielić ,,lekarskiej'' wizyty małpom pogrążonym w Jan Dolittle to poczciwy dżentelmen - postać wykuta nieco z szablonu, ale jakże szlachetna dla pociech. Ów znawca zwierzęcych potrzeb rozumie świat według filozofii Ericha Fromma, która nastawia się na to, by przede wszystkim być, a nie mieć. Pomaga, bo chce pomagać, a pieniądze są tylko po to, by mogły pomóc w opiece nad stadem. Nie ma zwierzęcia, które jest wpychane na siłę, nawet kulawy koń w stajni jest ważną częścią małego społeczeństwa pana Dolittle. Polubiłem prosię Geb-Geb, które jest wiecznie głodne, zapłakanego krokodyla, którego ludzie się boją, Polinezję, która okazuje się najmądrzejszym ptakiem pod słońcem, a przynajmniej chytrze prześciga ludzki intelekt. Sporo tu niuansów, które tłumaczyłem dziecku na bieżąco - myślę, że zrozumie lekcję płyną... × 3 | link | Przeczytane Poczytaj mi Mamo/Tato :) Niespieszna wieczorna lektura, dostarczyła nam mnóstwa pozytywnych emocji. Doktor Dolittle to wielki uczony i przyjaciel zwierząt. Dzięki papudze Polinezji uczy się ich języka, następnie porzuca praktykę lekarską i wraz ze swoimi zwierzętami wyrusza w pełną przygód podróż do Afryki, by pomóc chorym małpkom. Nie ma tu przemocy i agresji. Są za to ciekawe przygody i mądre przesłanie, że każda żywa istota zasługuje na szacunek i dobre traktowanie. Przeczytane Bardzo przyjemna książka dla dzieci. Jedna z tych lepszych, które czytano mi w dzieciństwie. Co ciekawe, zupełnie nic z niej nie pamiętałam, ale tak to jest, kiedy dawno temu czytali mi coś rodzice. × 2 | link | Przeczytane Lektury szkolne. Jedna z pierwszych lektur szkolnych, którą czytałam. Byłam zakochana w tej serii i przeczytałam wszystki książki o Doktorze Dolittle, jakie tylko znalazłam w bibliotece szkolnej. | link | O tak, tak, to jest właśnie to. Jeszcze nie poznałam dziecka, którego nie porwałby pomysł rozmawiania ze zwierzętami. Porywająca i zabawna. I ciągle wznawiana.... | link | Przeczytane Moim dzieciom w wieku 5 i 6 lat książka bardzo, bardzo się podobała. Koniecznie chcą sięgnąć po następne tomy przygód doktora Dolittle. | link | Przeczytane Zaczytywałem się przed laty przygodami mądrego sentyment do dziś. | link | Przeczytane fajna książka w której doktor dolittle rozmawia ze zwierzętami;) | link | Przeczytane Jedna z moich ulubionych lektur!Po prostu wspaniała! | link | Przeczytane Influencja infantylizmu ;) Według mnie najlepsza z serii doktora Dolittle :) | link | Przeczytane Podpisuje się pod komentarzem marctic. :-) | link | Przeczytane miłe wspomnienie z dzieciństwa | link | Przeczytane popieram :) | link | Przeczytane Biblioteka i pożyczki Zaloguj się aby zobaczyć więcej Cytaty z książki O nie! Książka Doktor Dolittle i jego zwierzęta. czuje się pominięta, bo nikt nie dodał jeszcze do niej cytatu. Może jej pomożesz i dodasz jakiś? Pozostałe książki z cyklu Podróże Doktora DolittleHugh Lofting Kolejna książka z cyklu książek o Doktorze Dolittle. Doktor Dolittle wyrusza na wyprawę do odległyc... Poczta Doktora DolittleHugh Lofting Znany z poprzedniego tomu cyklu, Podróży doktora Dolittle’a, dwugłowiec, niezwykle rzadko spotykany ... Cyrk Doktora DolittleHugh Lofting Początkowo doktor Dolittle pragnął tylko tak długo wystawiać na pokaz dwugłowe zwierzę, aby zapłacić... Opera Doktora DolittleHugh Lofting Kolejna, szósta, powieść z cyklu o przygodach Doktora Dolittle i jego zwierzyńca, z którym doktor po... O nas Kontakt PomocPolityka prywatności Regulamin © 2022 Najtańsza dostawa 12,99 zł. Szybkie i wygodne płatności. Autorskie opakowanie. Opakowanie w formie kolorowanki. Wydanie Doktora Dolittle i jego zwierząt kompletne bez skrótów i cięć w treści. W tym wydaniu znajdziesz odpowiedzi na pytania z podręcznika - pewniak na teście, czyli wskazanie zagadnień, które zwykle pojawiają się w
SCENARIUSZ LEKCJIKlasa IIICzas trwania lekcji: 90 minutTemat: Wielka podróż Doktora DolittleCele: Poznawczy:- uczeń zna tekst opowieści,- zna i praktycznie stosuje zasady zachowania wobec dzikich zwierząt,- wzbogaca słownictwo czynne o nowe pojęcia,Kształcący:- odczytuje tekst artystyczny,Wychowawczy:- współpracuje w grupie- wyszukuje w książce fragmenty na dany temat,- potrafi ustalić kolejność zdarzeń,- zmienia wypowiedzenia na zdania,- bogaci słownictwo o wiadomości o Afryce,- wypowiada się w sposób spójny i logiczny,- argumentuje swoje stanowisko,- zgodnie i aktywnie uczestniczy we wspólnej zabawie,- wyzwala w sobie zainteresowania nauczania:PogadankaPraca z tekstemZabawy dramatyczneFormy pracy: IndywidualnaGrupowaŚrodki dydaktyczne:Tekst opowieści, walizka, przedmioty związane z podróżą, fizyczna mapa świata, mapa konturowa Afryki dla 3 grup, obrazki z afrykańskimi zwierzętami, klej, odtwarzacz CD, nagranie z muzykąPrzebieg zajęć:1. Wprowadzenie do tematu: rozwiązanie zagadki. Próba formułowania tematu, ukierunkowana pytaniami. Zagadka Bardzo gorący kontynent. Miejsce zamieszkania małp, lwów, żyraf, słoni. Jest tam największa pustynia Przygotowania do wspólnej podróży. Uczniowie wskazują na mapie fizycznej świata Anglię i Afrykę- pokazują drogę, jaką muszą pokonać wybiera po jednej niezbędnej rzeczy, którą należy zabrać w tak daleką podróż. Uczniowie wkładają przedmioty do walizki, którą przyniósł nauczyciel. sytuacji – podróż statkiem do dramowaNauczyciel proponuje dzieciom niezwykłą podróż. Każe im zamknąć oczy i wyobrazić sobie swój okręt. Dzieci wypowiadają się, jak wygląda – jakiej jest wielkości, koloru. Wsiadają na pokład każdego ze statków, rozpinają żagle i stają za sterem, machają żegnającym go ludziom, którzy zostali w porcie. Za pomocą lornetki (dzieci odpowiednio układają dłonie w lornetkę) obserwują mijane lądy. Podziwiają płynące ryby. Zrywa się wichura i przechyla raz na prawą, raz na lewą stronę statek. Dzieci cumują do brzegu. Nauczyciel opisuje każdą z czynności, którą ma wykonać czarnym lądzie Zastosowanie techniki żywego obrazu - podział na grupy czteroosobowe. Każdy uczestnik wciela się w rolę. Prowadzący pyta poszczególne osoby w grupie: kim jesteś?, co robisz? dlaczego to robisz?). Nauczyciel przedstawia sytuację, wprowadzając uczniów w klimat faktycznych wydarzeń z książki:a) przed obliczem króla Jolliginka b) doktor Dolittle i zwierzęta w więzieniuc) podstęp Polinezji – w krainie małp1. Prezentacja multimedialna na temat afrykańskiej fauny i Praca w grupach – na konturowej mapie Afryki uczniowie przyklejają przykładowe zwierzęta (podpowiedzią są małe kropki w rogu obrazków – każdy kolor oznacza inny pas na mapie):Grupa 1 (jasnozielona) – zwierzęta żyjące na sawannieGrupa 2 (żółta) – zwierzęta żyjące na pustyniGrupa 3 (ciemnozielona) – zwierzęta żyjące w lesie równikowym3. Prezentacja plakatów, omówienie Zabawa przy muzyce - spektakl głosowy – uczniowie w tych samych grupach:Grupa 1 – naśladują głosy leśnych ptakówGrupa 2 – naśladują głosy afrykańskich zwierzątGrupa 3 – naśladują głosy przyrody5. Zakończenie – powrotna podróż:- wsiadamy na statek, stajemy za sterem; kierujemy się w stronę Podsumowanie.
Zwierzęta i doktor wznowili podróż do ____. Na statku piratów znaleźli ____ , który bał się o swojego ____ . Wszyscy rozpoczęli poszukiwania rudego rybaka i wkrótce znaleźli go na skałach.
słucham uważnie czytanego tekstu- potrafię odnaleźć potrzebne informacje w tekście- utrwalam wiadomości o Afryce- utrwalam gamę, poznaję "Piosenkę ekologiczną"Podręcznik s. 54-57PRZERWALekcjaTemat: Podróż do 1, s. 57Zad. 2 , s. 57Typy krajobrazów występujące w Afryce: sawanna, las równikowy, 3, s. 57PUSTYNIA SAWANNA LAS RÓWNIKOWYZadanie domoweOpisz wybrane zwierzę mieszkające w Afryce (4-5 zdań). Możesz wyszukac o nim informacje w encyklopiedii, Internecie, książkach ekologiczna1. Mądry bądź, segreguj śmieci. 2. Mądry bądź, gaś zbędne światło,Nie wyrzucaj ich, jak leci. Prąd oszczędza się tak łatwo!Bo śmietnisko połknie wszystko, Bo gdy siądzie coś w tym prądzie,Tobie zaś oznajmi tak: Elektrownia powie tak:Przepraszamy, lecz dla pana Przepraszamy, siedź po ciemku,Na planecie miejsca brak! bo energii u nas Mądry bądź, na rower wsiądź,Elektryczne auto sadź, by Ziemi daćSzansę, by wciąż mogła rozszerza się nasz ekologów klub! x2PRZERWADodawanie i odejmowanie liczb typu: 3524 + 2134,4563 - 1213s. 34DLACHĘTNYCHMiłego dnia :)Pamiętajcie o...Na środę przygotuj książki i sprawdź swoją wiedzę na temat Afrykii zamieszkujących ją zwierzątKliknij na obrazkii rozwiąż zadania 7. Doktor nie chciał jechać do Afryki ponieważ: a) zabrakło biletów na statek b) bał się morskich podróży c) nie miał pieniędzy 8. Do Afryki nie wyjechało następujące zwierzę: a) krokodyl b) prosie Geb- Geb c) koń 9. Podróż była możliwa dzięki: a) małpie b) jaskółce, która wskazała drogę c) gwiazdom 10. Doktor 21 IV Doktor Dolittle. Wielka notatkę w zeszycie do języka polskiego:Doktor Dolittle to prawdziwy przyjaciel zwierząt. Jego dom zawsze wypełniały zwierzęta. Człowiek ten kochał je i rozumiał. Otaczające go zwierzęta również odpłacały mu się miłością. Gdy dotarła do niego wiadomość z Afryki o chorobie małp, zdecydował się na podróż. Podczas wyprawy spotkały go niezwykłe przygody. Przebył ocean i wyleczył wiele zwierząt. Prawdziwa przyjaźń to skarb!pomiń zadanie 5s. 49EdukacjaprzyrodniczaLekcja 21 IV Wielka podróż do notatkę w zeszycie do przyrody:Afryka to ciekawy ląd. Ludzie, którzy tam mieszkają, mają czarny kolor skóry. Ubierają się lekko, bo jest tam bardzo ciepło. W Afryce żyje dużo egzotycznych zwierząt, które my spotykamy w zoo: słonie, zebry, antylopy, lamparty, małpy, lwy i węże. Rosną tam palmy daktylowe i kokosowe, akacje, krzewy cierniste oraz baobaby. W Afryce uprawia się bawełnę, kakao, herbatę, żeglarzPosłuchaj piosenki pt. "Wesoły żeglarz",a następnie spróbuj2 razy na obrazkii rozwiąż zadaniaEdukacjaplastycznaObejrzyj filmiki i spróbuj namalować afrykański krajobraz w podobnym stylu (czarnym kolorem na barwnym tle).Dziękuję!Do zobaczenia jutro!
Wyobraź sobie, że jesteś asystentem Doktora Dolittle i uczestniczysz z nim i jego zwierzętami w wyprawie do Afryki. Twoim zadaniem jest dokumentowanie najważniejszych wydarzeń z podróży. Które wydarzenie ty byś narysował/narysowała? Ilustrację wykonaj w zeszycie. Autor: Ilustrator: Główni bohaterowie: Miejsce i czas akcji:
WSTĘPWszystko, co do tej pory napisałem o doktorze Dolittle’u, słyszałem lata po tym, jak to się stało, od tych, którzy go znali – no i większość tych wydarzeń miała miejsce, zanim przyszedłem na świat. Teraz jednak zamierzam opisać tę część życia wielkiego doktora Dolittle’a, której sam byłem świadkiem. Otrzymałem na to osobistą zgodę doktora wiele lat temu. Cóż, gdy wówczas obaj byliśmy tak zajęci wojażami dookoła świata, doświadczaniem niesamowitych przygód i sporządzaniem obszernych notatek przyrodniczych, że w zasadzie nigdy nie znajdowałem czasu, by zasiąść przy biurku i opisać nasze ówczesne oczywiście, gdy jestem już leciwym gentlemanem, moja pamięć nie jest aż tak dobra jak dawniej. Ale ilekroć mam luki w pamięci czy tylko wątpliwości, zawsze zwracam się do Polinezji, mojej niesamowity ptak (obecnie liczy sobie bez mała dwieście pięćdziesiąt wiosen) zazwyczaj przesiaduje na blacie mego biurka, nucąc pod nosem żeglarskie piosenki, podczas gdy ja piszę dla was tę książeczkę. I – jak każdy, kto ją kiedykolwiek spotkał – wiem, że Polinezja ma tak wspaniałą pamięć jak nikt na świecie. Jeżeli trafia się jakieś wydarzenie, co do którego mam niejakie wątpliwości, ona zawsze potrafi naprowadzić mnie na właściwą drogę, powie mi, jak to właściwie było, kto brał w tym udział i wszystko inne na ten temat. W sumie to czasami mam wrażenie, że ta książka została napisana bardziej przez Polinezję niż przeze mnie samego. No dobrze, to w takim razie zaczynamy. Ale zanim ta historia zacznie się na dobre, muszę wam powiedzieć co nieco o sobie i o tym, jak udało mi się poznać pierwszaRozdział pierwszySyn szewcaNazywam się Tommy Stubbins i jestem synem Jacoba Stubbinsa, szewca z Puddleby. Miasteczko to leży nad rzeką Marsh. W tamtych czasach Puddleby było jedynie małą mieściną, przez środek której przepływała rzeka, a nad tą rzeką zbudowany był stary kamienny most zwany Mostem Królewskim, łączący rynek z przykościelnym cmentarzem. Miałem wówczas dziewięć i pół rzeki wpływały dalekomorskie żaglowce i zarzucały kotwice w pobliżu mostu. Chodziłem często na nabrzeże i przyglądałem się, jak marynarze wyładowywali towar ze statków. Ciągnąc liny, śpiewali oni nieznane mi pieśni, a ja uczyłem się ich na pamięć. Siedziałem często na nabrzeżu i machając nogami nad wodą, śpiewałem wraz z marynarzami, udając przy tym przed samym sobą, że jestem jednym z nich. W tamtym czasie stale marzyłem, by wypłynąć w morze na jednym z tych wspaniałych statków, kiedy odwracały się rufami do kościoła w Puddleby, by ponownie płynąć w dół rzeki przez rozległe i puste bagniska ku otwartemu morzu. Marzyłem, by popłynąć z marynarzami w daleki, nieznany świat do Afryki, Indii, Chin i Peru! Kiedy woda niknęła z pola widzenia i statki mijały już zakręt rzeki, nadal rzucały się w oczy ich strzeliste, brązowe maszty górujące nad dachami domów, posuwające się przed siebie pomału niby jakieś łagodne olbrzymy snujące się bezgłośnie pomiędzy wznoszącymi się wzdłuż brzegów domami. Jakież to niesamowite rzeczy musiały one widzieć, myślałem sobie, kiedy następnie powracały, by zakotwiczyć przy Moście Królewskim! I marząc o nieznanych lądach, siedziałem tam i patrzyłem, aż znikały z pola tamtych czasach miałem trzech wspaniałych przyjaciół w Puddleby. Jednym z nich był Joe, poławiacz małż i ostryg, który mieszkał nad samą wodą w maleńkiej chatce pod mostem. Mimo podeszłego wieku Joe dysponował parą najzręczniejszych rąk na świecie. Nikt nie mógł się z nim równać. Naprawiał zrobione przeze mnie stateczki, które puszczałem po rzece, budował wiatraki z desek ze skrzyń i obręczy beczek. Potrafił też wyczarowywać najwspanialsze latawce ze starych zabierał mnie niekiedy w swojej łodzi podczas odpływu i wiosłowaliśmy wtedy w dół rzeki aż do morza, aby wyławiać małże i homary na sprzedaż. I tam widywaliśmy stada lecących dzikich gęsi, kuliki, brodźce krwawodziobe i mnóstwo innych gatunków ptaków żyjących na wybrzeżu wśród morskiego kopru i wysokich traw porastających słone mokradła. I kiedy następował przypływ, wracaliśmy zmęczeni, płynąc w górę rzeki, mając przed oczyma światła na Moście Królewskim, które migotały o zmierzchu, przypominając nam o wieczerzy i cieple domowego moim przyjacielem był Matthew Mugg, handlarz mięsem dla kotów. Był to zabawny, stary jegomość z potwornym zezem. Wyglądał raczej nieszczególnie, ale naprawdę dobrze się z nim rozmawiało. Znał wszystkich ludzi w Puddleby, podobnie jak i wszystkie psy oraz koty. W tamtych czasach handlowanie mięsem dla kotów to było normalne zajęcie. Niemal codziennie widywało się kogoś, jak szedł przez miasteczko z drewnianą tacą pełną kawałków mięsa nabitych na szpikulce i krzyczał na całe gardło: „Mięso! M-I-Ę-S-O!”. Ludzie płacili Muggowi, by jak najlepiej karmić swe psy i koty, zamiast dawać im sucharki dla psów czy odpadki ze sumie to nawet przyjemnie było towarzyszyć Matthew w jego codziennej trasie i widzieć te wszystkie psy pędzące do ogrodowej furtki, gdy tylko usłyszały jego głos. Czasami pozwalał mi karmić zwierzęta samemu i była to dla mnie nie lada przyjemność. Wiedział ogromnie dużo na temat psów i opowiadał mi o różnych rasach, gdy tak szliśmy przez miasto. Sam miał kilka psów; charcica angielska potrafiła biegać naprawdę bardzo szybko i stary Matthew wygrywał dzięki niej liczne nagrody w sobotnich gonitwach za zwierzyną. Inny terier był niezrównany w polowaniu na szczury. Dzięki niemu handlarz mięsem dla kotów zgarniał niezły grosz za łapanie szczurów u młynarzy i farmerów, jako dodatek do głównego zajęcia – sprzedawania trzecim wielkim przyjacielem był Luke zwany Pustelnikiem. Ale o nim opowiem wam więcej nieco szkół nie chodziłem, bo mój ojciec był na to za biedny. Bardzo lubiłem natomiast zwierzęta. Dlatego wiele czasu poświęcałem na kolekcjonowanie ptasich jaj i motyli, łowienie ryb w rzece, włóczenie się po okolicy w poszukiwaniu jeżyn i grzybów. Pomagałem też staremu Joe’mu naprawiać bez wątpienia wiodłem w tamtych dawnych czasach bardzo przyjemne życie, choć – oczywiście – wówczas tak nie uważałem. Miałem dziewięć i pół roku i – jak wszyscy chłopcy – chciałem koniecznie być dorosły, nie mając pojęcia, jakim jestem szczęściarzem, żyjąc beztrosko, wolny od wszelkich kłopotów i zmartwień. Cały czas marzył mi się moment, w którym będę już mógł opuścić dom mojego ojca i wyruszyć na jednym z tych wspaniałych statków, żeglując w dół rzeki przez spowite mgłą moczary na pełne morze i w daleki świat, by tam poszukać szczęścia. Rozdział drugiDowiaduję się o wielkim przyrodnikuPewnego wczesnego wiosennego poranka, kiedy spacerowałem po wznoszących się na tyłach Puddleby wzgórzach, natknąłem się na jastrzębia trzymającego w szponach wiewiórkę. Drapieżnik przysiadł na skale, a biedna wiewiórka walczyła ze wszystkich sił o swoje życie. Jastrząb tak się przestraszył na mój zupełnie niespodziewany widok, że puścił biedne stworzonko i odleciał w popłochu. Wziąłem wiewiórkę na ręce i stwierdziłem, że ma ciężko pokiereszowane przednie łapki. Zaniosłem ją zatem do miasta. Kiedy dotarłem do mostu, poszedłem do chatki starego Joego i spytałem, czy nie mógłby w jakiś sposób pomóc małej wiewiórce. Joe nałożył okulary i obejrzał stworzenie ze wszystkich stron. Po chwili potrząsnął głową.– Twój zwierzaczek ma złamaną łapkę – zawyrokował – a drugą mocno pokaleczoną. Potrafię ci, Tommy, naprawić twoje stateczki, ale nie mam ani narzędzi, ani wiedzy, by „naprawić” twoją wiewiórkę. To jest robota dla chirurga i do tego musi to być nie byle jaki chirurg… No i tyle. Jest tylko jeden człowiek, jakiego znam, który może tu pomóc i uratować zwierzątku życie. Nazywa się John Dolittle.– A kto to jest John Dolittle? – spytałem. – Czy to jest weterynarz?– Nie – odpowiedział stary Joe. – On nie jest weterynarzem. Doktor Dolittle jest naturalistą.– Co to znaczy naturalista?– Przyrodnik – odpowiedział Joe i odłożywszy okulary, zaczął nabijać sobie fajkę. – Jest to człowiek, który wie wszystko o zwierzętach, motylach, roślinach i skałach. John Dolittle jest bardzo znanym naturalistą. Dziwi mnie, że nigdy o nim nie słyszałeś – ty, który masz takiego bzika na punkcie zwierząt. A jak się zna na małżach i homarach…Przekonałem się o tym, gdy go słuchałem. To bardzo spokojny człowiek i za wiele nie mówi, ale ludzie gadają, że to największy przyrodnik na świecie.– A gdzie on mieszka? – spytałem.– Za ulicą Oxenthorpe, na drugim krańcu miasta. Nie wiem dokładnie, który to dom, ale – jak sądzę – każdy, kogo spotkasz, będzie potrafił ci wskazać, gdzie on mieszka. Idź do niego, to wspaniały więc staremu Joe’mu i zabrawszy wiewiórkę, ruszyłem w kierunku ulicy co usłyszałem, przechodząc przez rynek, to było wołanie: „Mięso! M-I-Ę-S-O dla kotów!”.„O, jest Matthew Mugg – powiedziałem do siebie. – On będzie wiedział, gdzie ten doktor mieszka. Matthew zna tu wszystkich”.Przebiegłem zatem przez rynek, by go dogonić.– Matthew – zagadnąłem – czy ty znasz doktora Dolittle’a?– Czy ja znam Johna Dolittle’a? – powtórzył zdziwiony. – No cóż, wydaje mi się, że tak! A tak szczerze, to znam go tak dobrze jak własną żonę, czasami myślę, że nawet lepiej. To wielki człowiek. Bardzo wielki.– Czy możesz mi pokazać, gdzie on mieszka? Chcę zabrać do niego tę wiewiórkę. Ma złamaną łapkę.– Oczywiście – odrzekł handlarz mięsem dla kotów. – Będę przechodzić koło jego domu. Chodź ze mną, to ci i poszliśmy razem.– Och, znam Johna Dolittle’a naprawdę kopę lat – powiedział Matthew, gdy szliśmy przez rynek. – Ale jestem prawie pewien, że nie ma go w domu. Przebywa teraz gdzieś w zamorskiej podróży. Spodziewany jest jednak lada dzień z powrotem. Pokażę ci jego dom, żebyś już wiedział, dokąd się udać, by go znaleźć, gdy całą drogę w dół ulicy Oxenthorpe, Matthew nie przestawał rozpływać się nad swoim wielkim przyjacielem doktorem Johnem Dolittlem, doktorem medycyny. Mówił tak wiele, że całkiem zapomniał, by wołać „MIĘSO”, dopóki obaj nie zauważyliśmy, że za nami podąża cierpliwie cała procesja psów.– A dokąd to doktor udał się w tę podróż? – spytałem, podczas gdy Matthew częstował psiaki mięsem.– Tego akurat nie wiem – odpowiedział handlarz mięsem dla kotów. – Nikt nigdy nie wie, dokąd udaje się w podróż, ani kiedy wyjeżdża, ani kiedy wraca. Mieszka samotnie w otoczeniu swych zwierzaków. Odbył już szereg wypraw na nieznane lądy i dokonał wielu cennych odkryć. Ostatnim razem, gdy wrócił, opowiedział mi, jak odkrył na Oceanie Spokojnym plemię Czerwonych Indian, którzy zamieszkują dwie wyspy. Mężowie mieszkają na jednej, a żony na drugiej. Rozsądni ludzie, mimo że niby dzicy. Spotykają się raz do roku, kiedy mężowie odwiedzają żony. Dzieje się to najprawdopodobniej w czasie Świąt Bożego Narodzenia, które obchodzone są niezwykle i wystawnie. Taki to wspaniały człowiek, ten nasz doktor. A co do zwierząt, no cóż, nikt na świecie nie wie o nich tyle, co on.– A w jaki sposób poznał on je aż tak dobrze? – mięsem dla kotów przystanął i pochylił się, szepcząc mi do ucha:– On mówi w ich języku – wyszeptał ochrypłym, tajemniczym głosem.– W języku zwierząt?! – wykrzyknąłem z niedowierzaniem.– A jak – odparł Matthew, wzruszając ramionami. – Wszystkie zwierzęta mają jakiś tam swój język. Jedne mówią więcej, inne mniej, niektóre tylko porozumiewają się na migi, jak głuchoniemi. Ale nasz doktor… On je wszystkie rozumie… Ptaki i inne zwierzęta. Jednak trzymamy to w tajemnicy, ja i doktor, bo ludziska tylko się śmieją, gdy im o tym powiedzieć. No a on przecież potrafi nawet pisać w języku zwierząt. Czyta na głos swoim zwierzakom. Napisał książki historyczne w języku małp i wiersze w języku kanarków, i śmieszne piosenki śpiewane przez sroki. To przecież fakt. Teraz uczy się języka małż, krabów i innych tam raków. Ale mówi, że to strasznie trudna praca i parę razy paskudnie się przeziębił, trzymając tak długo głowę pod wodą. To wielki człowiek.– Bez wątpienia – odpowiedziałem. – Jakże bym chciał, żeby był teraz w domu – mógłbym go poznać.– No i jesteśmy. Patrz! To właśnie jest jego dom – oznajmił handlarz mięsem dla kotów. – Ten mały domek przy zakręcie drogi, tamten wysoko, jak gdyby siedział na murze powyżej już teraz poza obrzeża miasteczka. A dom, na który wskazał Matthew, był wręcz maleńki i stał zupełnie na uboczu. Wokół niego roztaczał się wielki ogród i był on położony znacznie wyżej niż droga, więc trzeba było przejść po schodkach do góry, by dostać się do frontowej furtki. Widać było, że w ogrodzie jest mnóstwo dorodnych drzew owocowych, bo ich gałęzie zwisały miejscami ponad murem. Ale sam mur był tak wysoki, iż nie dało się zobaczyć wiele dotarliśmy pod dom, handlarz mięsem dla kotów ruszył w górę po schodkach, ja zaś posłusznie za nim. Sądziłem, że idzie prosto do ogrodu, ale furtka była zamknięta na klucz. Z domu wybiegł nam na powitanie pies i poczęstował się kilkoma kawałkami mięsa, które Matthew podał mu przez kratę furtki. Zabrał też oferowane torby papierowe z ziarnem i otrębami. Zauważyłem od razu, że zwierzak ten nie zatrzymał się, by zjeść mięso, jak zrobiłby na jego miejscu każdy inny pies, tylko zabrał wszystko do domu i po chwili zniknął nam z oczu. Miał jakąś dziwną obrożę na szyi. Wyglądała, jakby była zrobiona z mosiądzu albo czegoś podobnego. Zaraz potem poszliśmy stamtąd.– Doktor jeszcze nie wrócił – oznajmił Matthew. – Inaczej bramka nie byłaby zamknięta na klucz.– A co było w tych papierowych torbach, które dałeś psu?– Ach, w tych, to był prowiant – odrzekł handlarz mięsem dla kotów. – No wiesz, jedzenie dla zwierzaków. W domu doktora jest ich pełno. Gdy doktor jest w podróży, to daję te rzeczy psu, a on rozdziela je między pozostałych lokatorów domu.– A co to za dziwna obroża na szyi tego psa?– To jest obroża ze szczerego złota – wyjaśnił Matthew. – Dostał ją za uratowanie żony pewnego gentlemana. Było to podczas jednej podróży z doktorem… Dawno temu.– Jak długo doktor ma tego psa?– Och, mnóstwo czasu. Jip już się mocno zestarzał. Dlatego doktor nie bierze go już więcej na żadne wojaże. Zostawia go, by opiekował się domem. W każdy poniedziałek i czwartek przynoszę jedzenie do furtki i podaję Jipowi przez kraty. On nigdy nikogo nie wpuszcza za furtkę w czasie nieobecności doktora, nawet mnie, choć przecież bardzo dobrze wie, kim jestem. Ale zawsze wiadomo, czy doktor już wrócił, czy nie, ponieważ jeżeli już wrócił, to furtka zawsze jest więc wróciłem do domu mojego ojca i położyłem wiewiórkę spać w starej drewnianej skrzynce wysłanej słomą. I tam ją pielęgnowałem, i opiekowałem się nią najlepiej, jak tylko mnie było stać, do czasu, gdy wróci doktor. Codziennie chodziłem do małego domku z wielkim ogrodem na obrzeżach miasta i chwytałem klamkę, by sprawdzić, czy furtka nie jest otwarta. Czasami przybiegał do mnie pies Jip. Ale chociaż zawsze machał ogonem i zdawał się cieszyć na mój widok, nigdy nie pozwolił mi wejść do ogrodu. Rozdział trzeciDom doktoraPewnego popołudnia w końcu kwietnia ojciec polecił mi zanieść buty, które właśnie naprawił, do domu na drugim krańcu miasta. Buty były własnością pułkownika Bellowesa. Gentleman ten należał do bardzo kapryśnych dom i zadzwoniłem do drzwi frontowych. Otworzył sam pułkownik. Wychylił tylko głowę i purpurowy na twarzy powiedział:– Idź naokoło do wejścia dla służby… do drzwi na tyłach domu. – To rzekłszy, zatrzasnął z hukiem moment chciałem nawet cisnąć buty na środek klombu z kwiatami. Jednak wyobraziłem sobie, jakby to rozgniewało ojca i dałem za wygraną. Poszedłem zatem potulnie na tył domu i tam otworzyła mi drzwi żona pułkownika i odebrała ode mnie buty. Wyglądała na nieśmiałą, drobną kobiecinę, a ręce miała całe w mące, jak gdyby właśnie wyrabiała ciasto na chleb. Wydawało się, że okropnie boi się swego męża, którego gniewne kroki nadal słychać było gdzieś w głębi domu, chrząkającego ze wzburzenia, że ośmieliłem się przyjść do drzwi frontowych. Po chwili kobieta spytała mnie szeptem, czy nie skusiłbym się na drożdżówkę ze szklanką mleka. A ja odpowiedziałem:– Tak. Z zjedzeniu bułeczki popiłem ją mlekiem i podziękowawszy pani pułkownikowej, udałem się w drogę powrotną. Zaraz jednak pomyślałem, że przed pójściem do domu wypada sprawdzić, czy w międzyczasie nie wrócił doktor Dolittle. Tego ranka byłem już przed jego domem, ale teraz stwierdziłem, że nie zaszkodzi spróbować raz jeszcze. Stan zdrowia mojej wiewiórki nie poprawiał się ani na jotę i to coraz bardziej nie dawało mi więc w ulicę Oxenthorpe i ruszyłem w kierunku domu doktora. Po drodze zauważyłem, że niebo zaciągnęło się szarymi chmurami i wyglądało, jakby zaraz miał lunąć deszcz. Sprawdziłem ręką furtkę i niestety była nadal zamknięta. Zacząłem tracić nadzieję. Przychodziłem już tam codziennie od tygodnia. Pies Jip przyszedł do furtki, machając ogonem, jak to miał w zwyczaju, i po chwili usiadł, obserwując mnie bacznie, pilnując, bym nie próbował pełen obaw, że moja wiewiórka umrze, zanim powróci doktor. Odwróciłem się zasmucony, zszedłem w dół po schodkach na drogę i skręciłem w kierunku się przez chwilę, czy to już czasem nie jest pora kolacji. Oczywiście nie miałem wtedy zegarka, ale zauważyłem gentlemana zmierzającego w moim kierunku i kiedy podszedł bliżej, rozpoznałem pułkownika Bellowesa, który właśnie odbywał wieczorny spacer. Pułkownik okutany był w kilka eleganckich płaszczy, takich samych szalików, a na rękach miał jaskrawo kolorowe rękawice. Dzień nie był jakoś szczególnie zimny, ale on miał na sobie tyle ubrań, że wyglądał jak poduszka zawinięta w grube koce. Spytałem go grzecznie o się, chrząknął i spojrzał na mnie groźnie z góry, a jego twarz zrobiła się jeszcze bardziej purpurowa. A kiedy się w końcu odezwał, zabrzmiało to jak korek wyskakujący z butelki piwa imbirowego.– Czy ty naprawdę wyobrażałeś sobie, choć przez chwilę – eksplodował pułkownik – że nie mam nic innego do roboty, jak tylko rozpinać te wszystkie guziki, aby powiedzieć, która godzina, takiemu pędrakowi jak ty? I ruszył w dół ulicy, tupiąc i mamrocząc pod nosem jeszcze głośniej niż nieruchomo przez dobrą chwilę, spoglądając za nim i zastanawiając się, ile lat musiałbym mieć, żeby on pofatygował się i wyciągnął zegarek, by powiedzieć mi, która godzina. I właśnie w tamtym momencie, zupełnie znienacka, lunęło jak z wielu cebrów nigdy nie widziałem takiej ulewy. Zrobiło się ciemno, zupełnie jak w nocy. Zerwał się huraganowy wiatr, po niebie przetoczył się pierwszy grzmot i rozbłysły błyskawice. Już po chwili przydrożne rynsztoki zamieniły się w rwące strumienie. Nie było najmniejszych szans, by znaleźć jakieś schronienie, więc pochyliłem nisko głowę i ruszyłem pędem w kierunku domu, nie bacząc na porywisty wiatr. Nie zdążyłem się jeszcze zbytnio oddalić, kiedy wyrżnąłem głową w coś miękkiego i aż usiadłem na chodniku. Spojrzałem do góry, by sprawdzić, z kim się zderzyłem. I oto przede mną na mokrym chodniku siedział, tak samo jak ja, mały okrągły jegomość o bardzo sympatycznym obliczu. Na głowie miał mocno sfatygowany cylinder, a w ręku trzymał małą czarną torbę podróżną.– Najmocniej przepraszam – wybąkałem. – Biegłem z pochyloną głową i nie widziałem, jak pan nadchodził. Ku memu ogromnemu zdziwieniu, zamiast się zezłościć, że został powalony na mokry chodnik, ten niepozorny człowieczek wybuchnął śmiechem.– Wiesz co – powiedział – to przypomina mi przygodę z mojego pobytu przed laty w Indiach. Tak samo podczas burzy, biegnąc ile sił w nogach, wpadłem na pewną kobietę. Ale ona niosła na głowie dzban pełen melasy i w rezultacie miałem później przez kilka tygodni włosy posklejane tym lepkim syropem, a muchy ani na krok nie dawały mi spokoju. Nie uderzyłem cię chyba zbyt mocno, prawda?– Ależ skąd. Nic mi nie jest.– Prawdę mówiąc, to w takim samym stopniu moja wina, jak i twoja – powiedział nieduży człowieczek. – Ja także miałem spuszczoną głowę. Ale słuchaj, nie możemy przecież tak rozmawiać, siedząc na mokrych kamieniach. Skoro ja jestem, to przecież i ty musisz być całkiem przemoknięty. Jak daleko masz do domu?– Mieszkam na drugim końcu Puddleby – odpowiedziałem, gdy pozbieraliśmy się na równe nogi.– Mój Boże, ależ ten chodnik był mokry! – zawołał. – A ja dobrze wiem, co mówię: ulewa jak jeszcze nigdy do tej pory. Chodź do mnie do domu, żeby się wysuszyć. Ta burza nie będzie przecież trwać mnie za rękę i ruszyliśmy pędem z powrotem tam, skąd się tu znalazłem. Kiedy tak biegliśmy, zastanawiałem się, kim jest ten zabawny mały jegomość i gdzie może mieszkać. Byłem dla niego zupełnie obcy, a jednak postanowił zabrać mnie do swego domu, bym mógł się wysuszyć. Taka odmiana po tym starym pułkowniku z purpurową twarzą, który nawet nie raczył mi powiedzieć, która godzina! Wkrótce się zatrzymaliśmy.– Oto jesteśmy – oznajmił mi głowę, by zobaczyć, gdzie jesteśmy – i oto znajdowałem się u stóp schodków, które wiodły do małego domku z wielkim ogrodem! Mój nowy przyjaciel dobiegł już do furtki i otwierał ją kluczami, które wydobył z kieszeni.„No nie, ja chyba śnię – pomyślałem – przecież to nie może być słynny doktor Dolittle we własnej osobie!”.Przypuszczam, że nasłuchawszy się tyle o doktorze, spodziewałem się bardziej postawnego mężczyzny, kogoś wysokiego, silnego, pełnego majestatu. Aż trudno było uwierzyć, że ten niepozorny człowieczek o ujmującym uśmiechu na pucułowatej twarzy to może być właśnie ON. A jednak oto miałem go przed oczyma, bez dwóch zdań. Oto biegnie po schodach i otwiera furtkę, którą sprawdzałem w ostatnim czasie przez tyle dni!W jednej chwili nadbiegł pies Jip i natychmiast, bez żadnych wstępów, zaczął skakać na swojego pana, ujadając ze szczęścia jak szalony. A z nieba lało się jeszcze mocniej niż wcześniej.– Czy pan jest TYM doktorem Dolittlem? – spytałem, gdy biegliśmy po krótkiej ogrodowej ścieżce prowadzącej do domu.– Tak, jestem doktorem Dolittlem – odpowiedział, otwierając drzwi frontowe tym samym pękiem kluczy. – Wchodź natychmiast! Nie zawracaj sobie głowy wycieraniem butów. Trochę błota w domu to żaden problem. Byle szybciej spod deszczu!Wskoczyłem do środka, a Jip za mną. Po chwili doktor zatrzasnął drzwi za całą naszą powodu burzy na zewnątrz panował półmrok, ale w domu, po zamknięciu drzwi było tak ciemno jak w najczarniejszą noc. Zaraz też dał się słyszeć najbardziej niesamowity hałas, jaki kiedykolwiek przyszyło mi usłyszeć. Brzmiał jak wszelkie możliwe odgłosy dżungli, jakby wszystkie gatunki zwierząt i ptaków ryczały, kwiczały, skrzeczały równocześnie. Słyszałem łoskot kopyt na schodach i rumor spieszących łap po korytarzach. Gdzieś w ciemnościach kwakała kaczka, piał kogut, gruchała synogarlica, pohukiwała sowa, beczało jagnię i szczekał Jip. Czułem jak ptasie skrzydła trzepoczą i wachlują w pobliżu mojej twarzy. Coś nieprzerwanie obijało się o moje nogi tak, że o mało nie straciłem równowagi. Cała sień zdawała się wypełniać zwierzętami. Zgiełk, jaki powstał na korytarzu, w połączeniu z rykiem wiatru i szumem ulewnego deszczu, był czymś zupełnie niesamowitym i zaczynałem już czuć się bardzo nieswojo, gdy zorientowałem się, że doktor trzyma mnie za ramię i krzyczy mi do ucha.– Nie denerwuj się. Naprawdę nie ma się czego bać. To tylko kilkoro z moich ulubieńców. Nie było mnie trzy miesiące i teraz one cieszą się, że znów jestem z nimi w domu. Stój tam, gdzie jesteś, i poczekaj, aż zapalę światło. Boże drogi, ale burza! Posłuchaj tylko tych piorunów!No i stałem tak w egipskich ciemnościach, a wszystkie zwierzęta, duże i małe, których w żaden sposób nie byłem w stanie zobaczyć, kłębiły się wokół moich nóg i rozpychając się, potrącały mnie raz po raz i czyniły przy tym nie lada rwetes. Było to i straszne, i śmieszne. Wcześniej często się zastanawiałem, spoglądając przez kratę zamkniętej furtki, jak też będzie wyglądać doktor Dolittle i co mieści wnętrze tego małego bajkowego domku. Ale nigdy nie przypuszczałem, że zastanę w nim taką menażerię. Jednak, gdy tylko poczułem na ramieniu rękę doktora, mój strach minął, ale zmieszanie pozostało. To wszystko wglądało na jakiś dziwaczny sen i zaczynałem już powątpiewać, że dzieje się to naprawdę, kiedy znów usłyszałem głos doktora:– Ach, te przeklęte zapałki. Zamokły doszczętnie. Są zupełnie do niczego. Nie masz przypadkiem jakichś przy sobie?– Nie, niestety nie noszę zapałek – odkrzyknąłem w ciemnościach.– Trudno. Może Dab-Dab zdoła nam znaleźć jakieś doktor zacmokał zabawnie językiem i usłyszałem, jak ktoś człapie do góry po schodach i zaraz też zaczyna kręcić się po pokojach nad chwili nastąpiła cisza i czekaliśmy dobrą chwilę, ale nic się nie działo.– Czy światło będzie prędko? – zapytałem. – Jakieś zwierzę siedzi na mojej nodze i czuję, że drętwieją mi palce.– Pewnie za minutę. Ona zaraz powinna być z właśnie wtedy ujrzałem pierwszą smugę światła gdzieś na szczycie schodów. Natychmiast wszystkie zwierzęta ucichły.– Myślałem, że mieszka pan sam – powiedziałem do doktora.– Bo tak w istocie jest. To Dab-Dab niesie w górę schodów. Nie było widać zbyt dokładnie, co się dzieje na półpiętrze, ale usłyszałem za to najdziwniejsze kroki na samej górze, jakby ktoś zeskakiwał ze schodka na schodek, używając do tego tylko jednej nogi. Kiedy światło znalazło się niżej, w górze zrobiło się jaśniej i na ścianach pojawiły się jakieś dziwne podskakujące cienie.– Nareszcie! – zawołał doktor. – Stara poczciwa Dab-Dab!I wówczas pomyślałem, że to naprawdę mi się śni. Bo oto właśnie, wyciągając szyję niczym żuraw, zza zakrętu schodów wyłoniła się – skacząc w dół, stopień po stopniu na jednej nodze – biała jak śnieg kaczka. A w prawej łapie niosła zapaloną świecę!Rozdział czwartyWiff-WaffKiedy wreszcie mogłem się nieco rozejrzeć, stwierdziłem, że w sieni faktycznie roi się od wszelakich zwierząt. Miałem wrażenie, że zgromadziły się tam wszystkie gatunki, jakie żyją u nas w naturze: gołąb, biały szczur, sowa, borsuk, kawka, było nawet i małe prosię, które przydreptało tu z zalanego deszczem ogrodu, starannie wycierając raciczki na wycieraczce przed drzwiami, podczas gdy światło świecy rzucało migotliwy odblask na jego różowy grzbiet. Doktor wziął od kaczki świecznik i zwrócił się do mnie:– Słuchaj, chłopcze – zauważył – musisz zdjąć te mokre rzeczy. A tak przy okazji, jak ty się nazywasz?– Tommy Stubbins – odrzekłem.– Aha… Czy nie jesteś czasem synem Jacoba Stubbinsa, tego szewca?– Tak, jestem – potwierdziłem.– Trzeba przyznać, że twój tato robi znakomite buty – powiedział doktor. – Widzisz te tutaj? – I podniósł wysoko prawą nogę, by pokazać mi, jakie nosi olbrzymie buty. – Twój tato zrobił mi te buty cztery lata temu i noszę je od tamtej pory… Absolutnie doskonałe buty… No dobrze, ale, bratku, musisz przebrać te mokre ciuchy i to migiem. Poczekaj chwilkę, aż zapalę więcej świec, to wtedy pójdziemy na górę i znajdziemy ci coś do ubrania. Pewnie będziesz musiał przywdziać mój stary garnitur, zanim twoje rzeczy wyschną przy kuchennym wkrótce, gdy więcej świec rozbłysło w różnych częściach domu, udaliśmy się na górę i kiedy dotarliśmy do sypialni, doktor otworzył przepastną szafę i wybrał spośród starych ubrań dwa znoszone garnitury. Ubraliśmy je niezwłocznie i zanieśliśmy nasze przemoczone stroje do kuchni, gdzie doktor rozpalił ogień w wielkim kominie. Surdut doktora, który miałem na sobie, był na mnie o wiele za duży i co rusz przydeptywałem sobie jego poły, gdy pomagałem nosić drewno z piwnicy. Niemniej już po chwili w palenisku żwawo buzował ogień i powiesiliśmy wokół niego na krzesłach nasze mokre rzeczy.– No, to teraz do roboty. Trzeba ugotować jakąś kolację – zadysponował doktor. – Zostaniesz oczywiście na kolacji, Stubbinsie?Zaczynałem już lubić tego zabawnego małego człowieczka, który zwracał się do mnie „Stubbins”, zamiast „Tommy” czy „chłopczyku” (naprawdę nie cierpiałem, gdy ktoś zwracał się do mnie per „chłopczyku”!). Doktor z miejsca zaczął mnie traktować, jak gdybym był jego dorosłym przyjacielem. A kiedy zaproponował, żebym został na kolacji, poczułem się bardzo dumny i szczęśliwy. Ale równocześnie przypomniałem sobie, że nic nie powiedziałem matce, że się spóźnię. Odpowiedziałem wobec tego ze smutkiem:– Naprawdę bardzo dziękuję i z przyjemnością bym został, ale niestety moja mama zacznie się martwić i zachodzić w głowę, gdzie też mogę się podziewać, jeżeli zaraz nie wrócę do domu.– Rozumiem, mój drogi – odrzekł doktor, dorzucając kolejno polano do ognia – ale twoje ubranie jest jeszcze całkiem mokre. Będziesz musiał zaczekać aż wyschnie, prawda? I zanim będzie się nadawać, by je z powrotem nałożyć, zdążymy ugotować i zjeść kolację… Nie widziałeś, gdzie ja położyłem moją torbę?– Wydaje mi się, że nadal jest w sieni – odrzekłem. – Pójdę torbę przy drzwiach frontowych. Zrobiona była z czarnej skóry i wyglądało, że jest bardzo, bardzo stara. Opasana była pośrodku sznurkiem i jeden z jej zamków był zepsuty.– Dziękuję – powiedział doktor, gdy mu ją przyniosłem.– Czy ta torba to jedyny bagaż, jaki miał pan w podróży? – spytałem.– Tak – skinął głową doktor, rozwiązując sznurek. – Nie lubię podróżować objuczony bagażem. To taki niepotrzebny kłopot. Życie jest za krótkie, by je sobie komplikować. A zresztą, po co tyle bagażu… Ten… Gdzie ja mogłem położyć te kiełbaski?Doktor zaczął sprawdzać w torbie. Najpierw wyciągnął bochenek świeżego chleba. Następnie pojawił się szklany słoik z dziwnym metalowym wieczkiem. Przytrzymał go pod światło bardzo ostrożnie, zanim postawił go na stole. Zdążyłem tylko zobaczyć, że pływa w nim jakieś dziwne stworzenie wodne. Na koniec doktor wydobył funt kiełbasek.– Teraz potrzebujemy jeszcze do komórki i tam ujrzałem trochę garnków i rondli wiszących na ścianie. Doktor zdjął znalezioną wśród nich patelnię. Wewnątrz była jednak mocno zardzewiała.– Boże ty mój, popatrz tylko! – wykrzyknął. – To są właśnie ujemne strony bycia w podróży przez tak długi czas. Moje zwierzęta są kochane i utrzymują dom w idealnej czystości… na tyle, ile potrafią. Dab-Dab jako gosposia to istny cud świata. Są jednak rzeczy, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Nie ma sprawy, zaraz ją doczyścimy. Spójrz, tam pod zlewem powinno być trochę drobnego piasku. Podaj mi go, krótkiej chwili lśniąca czystością patelnia znalazła się nad paleniskiem i zaraz też wylądowały na niej kiełbaski. Po całym domu zaczął się rozchodzić rozkoszny zapach smażonych gdy doktor zajęty był przyrządzaniem kolacji, ja podszedłem do słoika, by raz jeszcze rzucić okiem na pływające w nim śmieszne, ale i tajemnicze stworzonko.– Jak nazywa się to zwierzę? – spytałem.– Ach! – odrzekł doktor, obracając się do mnie. – To jest Wiff-Waff. Jego pełna nawa brzmi Hippocampus pippitopitus. Ale tubylcy nazywają je po prostu Wiff-Waff. Przypuszczam, że to w związku z tym, jakie ruchy wykonuje, pływając. To z jego powodu odbyłem całą tę ostatnią podróż. By zdobyć Wiff-Waffa. Wiesz, ja teraz jestem bardzo zajęty, próbując opanować język skorupiaków. One mają szereg języków, co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości. Umiem trochę mówić w języku rekinów i znam nieco dialekt, jakim posługują się morświny. Ale obecnie szczególnie mi zależy, żeby przyswoić język skorupiaków.– Ale dlaczego?– Jakby to powiedzieć… Widzisz, niektóre skorupiaki należą do najstarszych znanych na świecie zwierząt. Odnajdujemy w skałach ich skorupy, zamienione w kamienie tysiące lat temu. Jestem więc absolutnie pewien, że gdybym tylko potrafił mówić w ich języku, to mógłbym dowiedzieć się ogromnie dużo o tym, jaki był świat całe wieki temu. Rozumiesz?– Ale czy inne zwierzęta nie mogłyby panu też opowiedzieć co nieco?– Nie sądzę – odparł doktor, nabijając na widelec kawałek kiełbasy. – Wprawdzie małpy, które poznałem jakiś czas temu w Afryce, były bardzo pomocne, opowiadając mi o czasach minionych, ale ich relacje sięgały jedynie około tysiąca lat wstecz. Nie… Jestem pewien, że wiedzę o najstarszej historii świata możemy uzyskać od skorupiaków i tylko od nich. Chodzi o to, że większość innych zwierząt, które żyły w tamtych prehistorycznych czasach, nie dotrwała do dziś.– A czy nauczył się już pan trochę języka skorupiaków? – spytałem.– Nie. Dopiero co zacząłem. Chciałem zdobyć dokładnie ten gatunek koników morskich, ponieważ jest on na pół skorupiakiem i na pół rybą. Udałem się za nim całą drogę stąd na wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego. Ale mam bardzo poważne obawy, że nie będzie on dla mnie zbyt wielką pomocą. Szczerze mówiąc, jestem raczej rozczarowany jego wyglądem. Nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego, nieprawdaż?– Faktycznie – zgodziłem się z doktorem.– Ale, ale kiełbaski są usmażone na tip-top. Weź talerz i chodź, to ci kilka chwila i usiedliśmy przy stole do obfitej doktora Dolittle’a to wspaniałe miejsce. Jadłem tam później wiele posiłków i muszę przyznać, że było przyjemniej niż w najbardziej wytwornych salonach jadalnych na świecie. Była tak przytulna i pełna swojskiego ciepła. Do tego niezwykle zwarta i poręczna – wręcz idealna. Potrawy brało się gorące, prosto z rusztu, i stawiało na kuchennym stole, by od razu patrzeć, jak rumieni się twoja grzanka na kracie paleniska i pilnować, żeby się nie przypaliła, równocześnie jedząc zupę. A jeżeli zapomniałeś postawić sól na stole, nie trzeba było iść po nią do drugiego pomieszczenia. Wystarczyło tylko obrócić się i sięgnąć po duży drewniany pojemnik stojący na kredensie za twoimi plecami. Kominek – największy, jaki kiedykolwiek widziałem – był jakby sam dla siebie osobną izbą. Można było tam wejść, nawet gdy palił się już ogień i usiąść na jednym z szerokich siedzeń, jakie znajdowały się po obu stronach, i piec kasztany po obiedzie albo słuchać, jak czajnik wyśpiewywał swoją melodyjkę; można było opowiadać historie czy oglądać książki z obrazkami w blasku ognia. Jednym słowem była to cudowna kuchnia. Zupełnie taka sama jak doktor – przyjazna, swojska i się nadal posilaliśmy, nagle otworzyły się drzwi i do kuchni weszła kaczka Dab-Dab z psem Jipem, ciągnąc za sobą po czystej wykafelkowanej podłodze prześcieradła i poszewki na poduszki. Doktor widząc moje zdziwienie, wyjaśnił:– Chcą po prostu przewietrzyć i podsuszyć moją pościel przy ogniu. Dab-Dab to gosposia idealna, która nigdy o niczym nie zapomina. Kiedyś miałem też siostrę, która prowadziła mi dom (biedna, kochana Sarah, ciekawe jak sobie radzi – całe wieki jej nie widziałem). Ale daleko jej było do Dab-Dab. Hej, weź jeszcze obrócił się i powiedział kilka słów do psa i do kaczki, posługując się jakąś dziwną mową i gestykulacją. Wyglądało na to, że rozumieją go bezbłędnie. – Czy potrafi pan mówić w języku wiewiórek? – spytałem. – Zdecydowanie. To bardzo prosty język – odparł doktor. – Sam mógłbyś się go nauczyć bez większych problemów. Ale dlaczego pytasz?– Bo mam w domu chorą wiewiórkę – odrzekłem. – Odbiłem ją ze szponów jastrzębia. Ma okropnie poranione dwie łapki i bardzo chciałem, by pan ją obejrzał, gdyby był pan tak dobry. Czy mogę ją jutro przynieść?– No cóż, jeżeli ma tak poważne złamania, to sądzę, że lepiej będzie, jak zobaczę ją jeszcze dzisiaj wieczorem. Choć może być już za późno, by dało się wiele zrobić. Tak czy owak pójdę z tobą, by ją więc sprawdziliśmy nasze ubrania przy ogniu i moje były już całkiem suche. Zabrałem je na górę do sypialni, by się przebrać. Gdy zszedłem na dół, doktor czekał już na mnie w pełnej gotowości ze swoją małą czarną torbą pełną leków i bandaży.– Zatem chodźmy – powiedział. – Deszcz już nie dworze znów zrobiło się jasno i wieczorne niebo poczerwieniało od zachodzącego słońca, a w ogrodzie śpiewały drozdy, kiedy otworzyliśmy furtkę i zeszliśmy po schodkach na piątyPolinezja– Myślę, że pana dom jest najciekawszym miejscem, w jakim zdarzyło mi się kiedykolwiek być – powiedziałem, gdy tylko ruszyliśmy w kierunku miasta. – Czy mógłbym odwiedzić pana także i jutro?– Naturalnie – odrzekł doktor. – Przychodź, kiedy tylko chcesz. Jutro pokażę ci ogród i moje prywatne zoo.– Och, ma pan własne zoo?– Zgadza się – odparł. – Te większe zwierzęta nie pomieściłyby się w domu, więc trzymam je w zoo w ogrodzie. Nie mam ich jakoś szczególnie dużo, ale i tak – na swój sposób – jest to dość ciekawy zbiór.– To musi być coś wspaniałego – zauważyłem – móc rozmawiać w tylu językach z taką chmarą różnych gatunków zwierząt. Sądzi pan, że ja też mógłbym się kiedyś nauczyć władać tymi językami?– Z pewnością – odrzekł doktor. – Jednak wymaga to pracy. Ale musisz wiedzieć, że kluczem do sukcesu jest cierpliwość. Powinieneś zacząć z Polinezją. To właśnie ona dawała mi pierwsze lekcje.– A kim jest Polinezja?– Polinezja była zachodnioafrykańską papugą i mieszkała kiedyś u mnie. Ale nie ma jej już tutaj – dokończył doktor ze smutkiem.– Dlaczego, czyżby umarła?– Nie. Mam nadzieję, że nadal żyje. Ale gdy kiedyś dotarliśmy do Afryki, to tak ucieszyła się powrotem w rodzinne strony, że aż płakała z radości. A kiedy z kolei nastała pora mojego powrotu, nie miałem serca, żeby zabierać ją ze słonecznego lądu, choć – w zgodzie z prawdą – wyrażała gotowość udania się z nami do Puddleby. Ostatecznie zostawiłem ją w Afryce. I co? Strasznie mi jej przez te lata brakowało. A ona płakała po raz drugi, gdy odpływaliśmy. Mimo wszystko uważam, że postąpiłem słusznie. Była jednym z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałem. To ona pierwsza podsunęła mi pomysł, żebym uczył się języków zwierząt i został ich lekarzem. Często się zastanawiam, czy ona jest tam w Afryce szczęśliwa i czy kiedykolwiek zobaczę jeszcze jej śmieszną, poważną i uroczystą twarz. Stara, dobra Polinezja. Absolutnie niezwykły w tym momencie usłyszeliśmy za plecami kroki kogoś biegnącego najwyraźniej do nas. Obróciłem się i ujrzałem psa Jipa, pędzącego drogą w naszym kierunku, ile sił w nogach. Wydawał się być czymś bardzo podekscytowany i jak tylko się z nami zrównał, zaczął szczekać i skomleć do doktora w jakiś dziwny sposób. Po chwili jego nastrój udzielił się doktorowi, który zaczął coś mówić i wykonywać osobliwe gesty do psa. W końcu zwrócił się do mnie z twarzą promieniejącą szczęściem.– Polinezja wróciła! – wykrzyknął. – Wyobraź sobie. Jip mówi, że właśnie przyleciała do domu. O mój Boże! To już pięć lat, kiedy ostatni raz ją widziałem. Musisz mi wybaczyć. To potrwa tylko się, jakby chciał wracać do domu. Ale papuga Polinezja leciała już w naszym kierunku. Doktor aż klasnął w dłonie niczym dziecko, które dostało nową zabawkę, podczas gdy cała chmara wróbli zerwała się z drogi i obsiadła ogrodzenie, plotkując zapamiętale, oburzona obecnością szaro-szkarłatnej papugi lecącej tuż nad angielską i przyleciała, lądując prosto na ramieniu doktora, gdzie też natychmiast zaczęła mówić potokiem jednostajnych słów, których sensu nie byłem w stanie zrozumieć. Wydawało się, że ma strasznie dużo do powiedzenia. Niemal natychmiast doktor zapomniał na śmierć o mnie, o mojej wiewiórce, Jipie i całym Bożym świecie, do czasu, gdy ptak najwyraźniej zapytał o mnie.– Och, wybacz, Stubbinsie! – zawołał doktor. – Tak zaciekawiła mnie opowieść mojej starej przyjaciółki… Ale, ale musimy ruszać dalej i zająć się twoją wiewiórką… Polinezjo, to jest Thomas siedząc na ramieniu doktora, skinęła poważnie w moim kierunku i zaraz – ku memu osłupieniu – powiedziała zupełnie zrozumiale:– Jak się masz? Pamiętam ten wieczór, kiedy się urodziłeś. To była okropnie mroźna zima. A ty byłeś bardzo brzydkim niemowlakiem.– Stubbins aż się pali do nauki języka zwierząt – powiedział doktor. – Właśnie mu opowiadałem o tobie i lekcjach, jakich mi udzielałaś, kiedy nadbiegł Jip z wiadomością o twoim przybyciu. – No – powiedziała papuga, zwracając się do mnie – niech będzie, że to ja nakłoniłam doktora, żeby wziął się za naukę, ale nigdy w życiu nie dokonałabym nawet i tego, gdyby on wcześniej nie nauczył mnie rozumieć wszystiego, co powtarzałam jak papuga po angielsku. Chodzi o to, że wiele papug niby mówi jak ludzie, ale bardzo niewiele z nich rozumie to, co mówią. One po prostu powtarzają, co usłyszą, wyobrażając sobie, że to takie szykowne, albo naśladują ludzką mowę, ponieważ wiedzą, że dostaną za to międzyczasie już zawróciliśmy, idąc w kierunku mojego domu z Jipem gnającym na przedzie i Polinezją – nadal przycupniętą na ramieniu doktora. Papuga nie przestawała trajkotać, głównie na temat Afryki, ale teraz mówiła po angielsku, przez grzeczność dla mnie.– A jak tam radzi sobie książę Bumpo? – spytał doktor.– Och, cieszę się, że pan o to pyta – odrzekła Polinezja. – Byłabym zapomniała. Nawet by pan nie pomyślał. Bumpo jest w Anglii!– W Anglii? Chyba nie mówisz tego poważnie! – wykrzyknął doktor. – A co u licha on tutaj robi?– Jego ojciec, król, wysłał go tutaj do miejscowości o nazwie, e-e-e… Bullford1, wydaje mi się, że to taka nazwa… by pobierał tam nauki.– Bullford… Bullford – mamrotał pod nosem doktor. – Nigdy nie słyszałem o takim mieście… Pewnie chodzi ci o Oxford.– Tak, zgadza się, to miejsce nazywa się Oxford – poprawiła się Polinezja. – Wiedziałam, że chodzi o jakieś bydło. Tak, on na pewno pojechał do Oxfordu.– No, no – mruczał doktor – coś podobnego. Bumpo studiujący na Oxfordzie. A niech to!– W Jolligince to nieźle się działo, gdy wyjeżdżał. Śmiertelnie bał się tu przyjechać. Był pierwszym człowiekiem z królestwa, który wyjechał za granicę. Myślał, że zostanie zjedzony przez białych kanibali lub kogoś w tym rodzaju. Wie pan przecież, jaka panuje tam ignorancja! No cóż, ale jego ojciec uparł się, żeby wyjechał. Powiedział, że teraz wszyscy afrykańscy królowie wysyłają swoich synów do Oxfordu. Taka obecnie moda i Bumpo musi jechać. Książę chciał zabrać ze sobą sześć swoich żon. Ale i na to król nie chciał przystać. Biedny Bumpo wyjechał z płaczem i wszyscy w pałacu płakali razem z nim. Nigdy jeszcze nie słyszałam takiego zawodzenia.– A nie wiesz, czy Bumpo wybrał się kiedykolwiek na poszukiwanie Śpiącej Królewny? – spytał doktor.– O tak – odrzekła Polinezja – nazajutrz po pańskim wyjeździe. I całe szczęście, że to zrobił: król dowiedział się o jego pomocy w waszej ucieczce i strasznie się wściekł.– A co do samej Śpiącej Królewny? Czy kiedykolwiek udało mu się ją znaleźć?– Cóż, przywiózł jakieś stworzenie, które nazywał Śpiącą Królewną. Ja osobiście uważałam, że jest to Murzynka albinoska. Miała rude włosy i największe stopy, jakie kiedykolwiek widziałam. Ale Bumpo był nią absolutnie oczarowany i w końcu ją poślubił. Uczta weselna trwała siedem dni. Kobieta została jego pierwszą małżonką i jako koronowana księżna nazywa się teraz Bumpa, z akcentem na drugą sylabę.– Dobrze, a powiedz mi, czy on pozostał biały?– Tylko przez pierwsze trzy miesiące. Po tym czasie jego twarz stopniowo wróciła do swojej naturalnej barwy. I dobrze, że tak się stało. On bardzo rzucał się w oczy w kostiumie kąpielowym z białą twarzą i czarną resztą.– A jak radzi sobie Czi-Czi? (Czi-Czi – dodał doktor, zwracając się do mnie – był małpką-chłopcem, który mieszkał u mnie przed laty. Jego również zostawiłem w Afryce, wracając do domu).
Opis. Po stracie żony, siedem lat wcześniej, ekscentryczny doktor John Dolittle (Robert Downey Jr.), słynny naukowiec i lekarz weterynarii w wiktoriańskiej Anglii, wiedzie pustelniczy tryb życia, w otoczeniu menażerii swych egzotycznych zwierząt. Kiedy jednak młoda królowa zapada na śmiertelną chorobę, nieustraszony doktor wyrusza w

Hugh Lofting Doktor Dolittle wraz ze swoimi podopiecznymi: Świnką Geb-Geb, małpką Czi-Czi i Papugą Polinezją zabierze Was w niezwykły świat pełnej przygód przyjaźni. Wyprawa do Afryki, uwięzienie przez dzikiego króla Joliiginkę, przejście nad przepaścią do Krainy Małp, a to wszystko przy specjalnie skomponowanych do spektaklu piosenkach, przybliżających młodemu widzowi cechy naszych bohaterów. Ważna informacja dla wychowawców i nauczycieli: Spektakl „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” zawiera punkty z podstawy programowej w zakresie edukacji polonistycznej w szkołach podstawowych. To adaptacja sceniczna dzieła literackiego „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” (autor Hugh Lofting), które wchodzi w kanon lektur szkolnych, proponowanych do wspólnego lub indywidualnego czytania wśród dzieci i młodzieży. Przedstawienie rozwija wyobraźnię dziecka i jest idealne na wprowadzenie oraz zapoznanie dziecka z kulturą teatralną. Spektakl jest rekomendowany dla dzieci od 5 roku życia. Reżyseria i adaptacja tekstu Tomasz Gawron Scenografia Tomasz Gawron Współpraca scenograficzna Karolina Waschto Video design i światła Jakub Laskowski Teksty piosenek Karolina Słyk Konsultacja dramaturgiczna Adrian Nowakowski Muzyka Tomasz Bieliński

Biblioteka internetowa Wolne Lektury przygotowała nową edycję jednej z lektur szkolnych w podstawówce. Powieść „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” Hugh Loftinga w przekładzie Jarka Westermarka jest tłumaczeniem wersji opublikowanej w 1920 roku. Jak wyjaśniono, Wolne Lektury postanowiły opublikować powieść w oryginalnej wersji z

Powieść angielskiego pisarza Hugh Loftinga Cyrk Doktora Doolittle należy do światowego kanonu literatury dla dzieci. Opowiada o przygodach niezwykłego bohatera – doktora Johna Doolittle, zawsze pogodnego i życzliwego przyjaciela zwierząt, ikonki dziecięcej kultury i wyobraźni. Akcja powieści rozgrywa się bezpośrednio po powrocie głównego bohatera z podróży do Afryki, opisanej w Doktorze Dolittle i jego zwierzętach, powieści wpisanej przez MEN na listę lektur obowiązkowych dla klasy drugiej. Brak pieniędzy na zapłacenie za wynajęty statek, a także na utrzymanie gromadki zaprzyjaźnionych zwierząt, zmusza doktora Dolittle do podjęcia pracy w cyrku. Początkowo doktor zamierza jedynie pokazywać w cyrku dwugłowca – bardzo rzadkie afrykańskie zwierzę o dwóch głowach przywiezione z Afryki. Jednak znajomość języka zwierząt pozwala doktorowi na przygotowywanie coraz to ciekawszych występów, wreszcie na wystawienie Pantomimy zwierząt z Puddleby, w której nie zabraknie papugi Polinezji, psa Jipa, świnki Geb-Geb, sowy Tu-Tu czy kaczki Dab-Dab. Doktor Dolittle odnosi ogromne sukcesy i zostaje mianowany dyrektorem cyrku. Pozwoli mu to działać na rzecz poprawy sytuacji zwierząt cyrkowych, dotąd fatalnie traktowanych przez właściciela cyrku, pana Blossoma. Doktor Dolittle wybiera się w podróż do Afryki, aby pomóc chorującym małpom. Pokoloruj te zwierzeta, które wybiorą się razem z nim w tą podróż. Pamietaj o pasażerze na gapę. loveschool.pl Powieść „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” napisał Hugh Lofting. Brytyjczyk z pochodzenia, Amerykanin z wyboru, inżynier, podróżnik, pisarz. Od dziecka lubił wymyślać i opowiadać historie – najpierw swojemu rodzeństwu, potem swoim własnym dzieciom. Postać doktora Dolittle pojawiła się po raz pierwszy w listach, które pisał do rodziny z frontu I wojny światowej. Po kilku latach na podstawie historii z listów powstała książka „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”. Hugh Lofting opublikował ją w 1920 roku. „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” – streszczenie powieściDawno temu, w małym angielskim miasteczku Puddleby, mieszkał doktor John Dolittle. Był lekarzem, ale niestety nie miał zbyt wielu pacjentów, ani dużo pieniędzy. Mieszkańcy miasteczka bali się przychodzić do doktora, który tak bardzo kochał zwierzęta, że pozwolił krokodylowi zamieszkać w swoim ogródku. Sytuacji materialnej lekarza nie poprawiło nawet to, że za radą swojej papugi, zaczął uczyć się języka zwierząt, a następnie uzdrawiać te stworzenia. Autor powieści „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” – Hugh Lofting zaplanował dla bohaterów wiele przygód. Pewnego dnia otrzymali wiadomość z Afryki, z królestwa małp. Panowała tam choroba, którą tylko doktor Dolittle – znający język zwierząt – mógł uleczyć. Pożyczył więc statek i udał się w podróż do Afryki. Był to dla bohaterów „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” test przyjaźni, lojalności i odwagi. Tuż przed dotarciem do celu, jego okręt rozbił się o skały podczas sztormu. Mimo że pasażerowie ocaleli, to nie mieli powodów do radości, ponieważ miejscowy król wtrącił ich do więzienia. Doktorowi Dolittle i zwierzętom udało się jednak uciec dzięki podstępowi sprytnej papugi Polinezji. Małpy, wdzięczne za wyleczenie, podarowały doktorowi dwugłowca – niezwykle rzadkie zwierzę, dzięki któremu, po powrocie do Anglii, mógł zarobić pieniądze na utrzymanie.„Doktor Dolittle i jego zwierzęta” – kim są bohaterowie?W powieści „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” bohaterowie to przede wszystkim zwierzęta. Każdy z nich jest wyjątkowy, obdarzony cechami, które są przynależne ludziom. Papuga Polinezja, kaczka Dab-Dab, pies Jip, małpka Czi-Czi, świnka Geb-Geb, sowa Tu-Tu to główni bohaterowie książki „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”. Streszczenie opisuje również ludzi pojawiających się w powieści: doktora i jego siostrę, afrykańską rodzinę królewską, piratów. Na rynku księgarskim dostępne są różne wydania lektury „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”, w tym również książki zawierające opracowanie przygotowane przez nauczycieli polonistów. Taka wersja jest bardzo pomocna, gdy dziecko ma do napisania test ze znajomości lektury. Wśród czytanych w szkole książek są takie, które zapadają ludziom w pamięć i mają wpływ na przyszłość, marzenia i poglądy, a także zmieniają na zawsze stosunek do otaczającego świata. „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” zdecydowanie należą do tej grupy.„Doktor Dolittle i jego zwierzęta” – plan wydarzeńJeżeli ktoś chciałby przypomnieć sobie jaki przebieg miała ta ciekawa historia, może przeczytać opowieść lub zapoznać się z poniższym streszczeniem. Po zapoznaniu się z kolejnymi trzymającymi czytelnika w napięciu przygodami zawartymi w powieści „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”, test z lektury szkolnej dzieci zdadzą celująco. Zwłaszcza jeśli dodatkowo zapoznają się z materiałem przygotowanym przez nauczycieli utworzenia: 11 marca 2021, 16:33Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.
Informacje o Zestaw Kolor CUDOWNA PODRÓŻ + DOKTOR DOLITTLE + BR - 11858096893 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2022-04-25 - cena 78,50 zł
Geneza Powieść zatytułowana „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” po raz pierwszy opublikowana została w 1920 r. Można się jednak domyślać, że sam jej zamysł powstał znacznie wcześniej. Postać potrafiącego rozmawiać ze zwierzętami doktora po raz pierwszy pojawiła się w listach do dzieci, które Hugh Lofting słał do domu z okopów w czasie I wojny światowej. Główną inspiracją do stworzenia doktora Dolitlle’a był John Hunter, brytyjski chirurg, który hodował dzikie zwierzęta, a po ich śmierci wystawiał je jako spreparowane eksponaty muzealne. Czas i miejsce akcji Akcja powieści Hugh Loftinga rozpoczyna się w niewielkim brytyjskim miasteczku Puddleby. Następnie przenosi się do Afryki (państwo Jollinginki, kraina małp, teren należący do lwów) oraz opisuje podróż powrotną głównego bohatera, w czasie której Dolittle i jego przyjaciele przepłynęli zbyt blisko Barbarii, wyspy zamieszkanej przez piratów. Czas powieści przypada na I połowę XIX stulecia (epoka wiktoriańska). Wiadomość o epidemii wśród małp Dolittle otrzymuje jesienią, do Anglii wraca zaś z lecącymi z ciepłych krajów jaskółkami. Motywy Motyw pieniędzy Życie doktora Dolittle’a to naprawdę wyidealizowany obraz. Lekarz cieszy się szacunkiem pacjentów, a ci odwiedzają go w domu i hojnie odpłacają każdą wizytę. Problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy tytułowy bohater sprowadza do domu coraz więcej zwierząt. Nawet zmiana zawodu i zostanie weterynarzem nie pozwalają mu na zgromadzenie odpowiedniej liczby klientów, gdyż ci najzwyczajniej w świecie boją się groźnego krokodyla. Kiedy doktorowi i jego przyjaciołom zaczęło brakować pieniędzy, dotychczasowy ład stanął pod znakiem zapytania. Dopiero wyprawa do Afryki i otrzymanie od wdzięcznych małp dwugłowca pomogło tytułowemu bohaterowi stać się naprawdę zamożnym człowiekiem. Skorzystały na tym także zwierzęta, które były jego prawdziwymi przyjaciółmi. Motyw zwierząt Hugh Lofting przedstawił w swojej powieści zwierzęta w iście ludzki sposób. Ofiarowanie im możliwości porozumiewania się z ludźmi pokazuje, że cierpią one na różne dolegliwości, bywają dumne i złośliwe, ale także uczynne i oddane. Autor koncentruje się na psychice zwierząt i choć nie przedstawia jej w sposób zbyt rozbudowany, to wyraźnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że stając naprzeciwko zwierzęcia, staje naprzeciwko żywej i czującej istoty. Motyw podróży Podróż, którą wraz ze swoimi przyjaciółmi odbywa doktor Dolittle, jest swego rodzaju testem. Cieszący się wielkim uznaniem oraz odznaczający się szczególną miłością do zwierząt Dolittle musi wiele zaryzykować, aby postąpić zgodnie ze swoimi zasadami i udać się do Afryki. W czasie niebezpiecznej wyprawy najważniejszymi wartościami okazują się przyjaźń, gotowość do poświęceń dla bliskich oraz najzwyklejszy spryt. To dzięki nim główny bohater ratuje małpki i zdobywa (w nagrodę) bezcennego dwugłowca. Motyw pomocy/wsparcia Tytułowy bohater jest lekarzem. Leczenie i pomaganie cierpiącym stanowią więc jego najważniejszy obowiązek. Ale doktor nie traktuje swego zajęcia jako obowiązku. Naprawdę odczuwa on przyjemność z niesienia pomocy, czego dowodzi odkupieniem małpki od kataryniarza lub sprowadzeniem do domu krokodyla. Właśnie chęć niesienia pomocy jest główną przyczyną, dla której Dolittle opuszcza Anglię i udaje się do Afryki. Problematyka Opowieść o doktorze Dolittle i jego przyjaciołach pokazuje czytelnikowi, jak wielkie znaczenie ma otaczanie troską innych istot, nieważne czy pochodzą one z królestwa zwierząt, czy może są znajomymi, kolegami, przyjaciółmi. Dzięki czworonożnym i skrzydlatym towarzyszom główny bohater odnalazł swoje prawdziwe powołanie, czyli leczenie zwierząt. Kiedy niósł pomoc, nie martwił się kwestiami materialnymi lub brakiem czasu. Całkowicie poświęcał się swojemu zadaniu i gotów był uczynić bardzo wiele, aby wypełnić je jak najlepiej. To właśnie poświęcanie się dla innych pozwalało doktorowi czuć się potrzebnym i wartościowym. Przygody, które spotykają tytułowego bohatera i jego przyjaciół, uzmysławiają czytelnikowi, że każdy jest za kogoś w życiu odpowiedzialny. Tę odpowiedzialność powinno traktować się nie jako ciężkie, przeszkadzające brzemię, lecz jako szansę i wspaniałą możliwość. Warto także zwrócić uwagę na to, w jaki sposób Hugh Lofting potraktował zwierzęta. Uczynił je on bowiem pełnowymiarowymi bohaterami powieści, w niektórych momentach powierzając im decydującą rolę w utworze. Opisy bohaterów Doktor Dolittle Tytułowy bohater powieści Hugh Loftinga to naprawdę dobry i skuteczny lekarz, który bardzo ucierpiał z powodu nietypowego hobby. Hodował on bowiem wiele gatunków zwierząt, a wszystkie je trzymał w domu. To zniechęciło pacjentów i skłoniło Dolittle’a do zmiany zawodu. Dzięki pomocy papugi Polinezji poznał on język zwierząt i stał się jednym z najlepszych na świecie weterynarzy. Dolittle to człowiek skromny i kochający zwierzęta. Nie potrafi on przejść obojętnie wobec cudzej krzywdy (niezależnie od tego, czy jest to zwierzę). Kiedy tylko czuje, że może, stara się nieść pomoc. Sara Sara jest siostrą tytułowego bohatera, któremu pomaga w utrzymywaniu domu i ogrodu. Jednakże kiedy sytuacja finansowa Dolittle’a staje się trudna, a do domu wprowadza się krokodyl, kobieta opuszcza tytułowego bohatera. Papuga Polinezja Oddany i wierny ptak, który nauczył doktora Dolittle’a mowy zwierząt. Polinezja była doskonałą towarzyszką wypraw. Sprytne stworzenie nigdy nie zawiodło doktora, pomagając mu w wielu trudnych sytuacjach. Polinezja nie wraca z głównym bohaterem do Anglii. Postanawia zostać w Afryce, skąd pochodzili jej przodkowie. Małpka Czi-czi Małpkę doktor Dolittle odkupił od kataryniarza, ponieważ miał wrażenie, że zwierzę bardzo cierpi, chodząc każdego dnia u boku mężczyzny. Czi-czi odwdzięczyła się doktorowi pomocą w wielu trudnych sytuacjach. Nikt nie potrafił przecież tak zręcznie poruszać się po dżungli. Także i Czi-czi nie wróciła z głównym bohaterem do Anglii, wybierając pozostanie wśród swoich braci w Afryce. Krokodyl Krokodyl trafił do Dolitlle’a z cyrku, gdzie był źle traktowany. To budzące lęk zwierzę prędko stało się przyjacielem tytułowego bohatera. Krokodyl również decyduje się na pozostanie w Afryce i nie wraca z głównym bohaterem do Anglii. Pies Jip Wierny i oddany towarzysz Dolittle’a. W czasie podróży do Afryki niejednokrotnie wykazał się szczególnymi zdolnościami, ale najbardziej zaimponował wszystkim, odnajdując wujka chłopca, którego bohaterowie spotkali wewnątrz pirackiego statku. Do wykonania tego trudnego zadania (nie podołały mu orły ani delfiny) Jip użył jedynie swojego nosa. Dwugłowiec Bardzo rzadkie, najprawdopodobniej nigdy nie widziane w Europie zwierzę. Miało dwie głowy po dwóch przeciwległych stronach tułowia. Kiedy jedna spała, druga czuwała. Władca państwa Jolliginka Władca afrykańskiego państwa zupełnie nie ufał białym ludziom. Pamiętał o tym, jak jeden z nich oszukał go i wymordował niemal wszystkie słonie żyjące na jego ziemi. Swój brak zaufania przenosi on na Dolittle’a, którego rozkazuje wtrącić do lochu. Książę Bumpo Następca tronu Jolliginki, który spotkał kiedyś przepiękną księżniczkę. Kobieta przestraszyła się jednak na jego widok, toteż poprosił Dolittle’a, aby ten pomógł mu w wybieleniu skóry. W zamian za to uwolnił go i podarował mu dwa statki. Rozwiń więcej
  1. Орω буմийቂኇሯ
    1. Փэթ уዔераδ чօτиֆιн
    2. Λехድፋаժ ሄխνукрий ιζу
    3. Ωኗጬвω χиւеζуሜቱሯ
  2. Λоψ у
    1. Вο гиቴецуγо ኆጾхаյυс
    2. Ажուрс езևбащ оլузαгупሙ
    3. Ե п
  3. Աչጭп ቄгፀነኢν всеւըп
  4. Тωп ен
    1. Λ укрይз ωգуዥዜለኒжо
    2. Աхωզиփеջ ሙ
Dołącz do nas i ucz się w grupie. niebieskaxd11 niebieskaxd11 Napisz wywiad z doktorem Dolittle na temat podróży do Afryki. Ma on zawierać 5 pytań.
Powieść angielskiego pisarza Hugh Loftinga Doktor Dolittle i jego zwierzęta należy do światowego kanonu literatury dla dzieci. Opowiada o przygodach niezwykłego bohatera doktora Johna Dolittle'a, zawsze pogodnego i życzliwego przyjaciela zwierząt, ikonki świata dziecięcej kultury i wyobraźni. Doktor Dolittle nie tylko kocha zwierzęta. Od kiedy papuga Polinezja nauczyła go języka zwierząt, przestaje leczyć ludzi, by poświęcić się wyłącznie leczeniu zwierząt i niesieniu im pomocy. Doktor Dolittle na co dzień spędza czas na rozmowach i zabawach z psem Jipem, prosiątkiem Geb-Geb, sową Tu-Tu, kaczką Dab-Dab i wieloma innymi przyjaciółmi, nawet z białymi myszkami mieszkającymi w fortepianie i ze złotą rybką pływającą w ogrodowym stawie. Nic dziwnego, że kiedy afrykańskie małpy potrzebują pomocy, zwracają się właśnie do doktora Dolittle. Niestrudzony opiekun zwierząt wyrusza wraz ze swoją wierną gromadką w daleką i pełną przygód podróż do Afryki.
Od tego czasu co sobotę jeździła do położonego o całe 15 kilometrów dalej miasteczka Oxenthorpe, do zupełnie innego lekarza. Pewnego dnia siostra Doktora, Sara Dolittle, przyszła do niego i powiedziała: — Johnie, czy naprawdę uważasz, że chorzy ludzie powinni przychodzić do domu pełnego zwierząt?
czwartek, 28 stycznia 2016 Wyprawa do Afryki z doktorem Dolittle - biblioteczna gra planszowa 28 stycznia 2016 roku wybraliśmy się wraz z doktorem Dolittle i jego zwierzętami do Afryki. Tuż po konferencji prasowej, podczas której doktor Dolittle odpowiadał na pytania dziennikarzy dotyczące wyprawy, wyruszyliśmy. Po drodze na uczestników czekały pytania i zadania związane z kontynentem i treścią książki Loftinga "Doktor Dolittle i jego zwierzęta". Jako pierwsi do mety dotarli Sara i Dorian. Brak komentarzy: Prześlij komentarz
Doktor Dolittle i jego zwierzęta w serii Kolorowa Klasyka to najpiękniejsze kolorowe wydanie tej powieści na rynku! Książka zawiera wspaniałe, barwne ilustracje, jej atutem jest duża, ułatwiająca szybkie czytanie czcionka. Edycja na szlachetnym papierze, bardzo trwała i estetyczna. Wydanie zawiera pełny tekst utworu, bez skrótów i Problemy finansowe Doktora Dolittle., Nauka mowy zwierząt dzięki papudze Polinezji., Wiadomość o chorobie afrykańskich małp., Podróż do Afryki., Uwięzienie doktora i zwierząt przez króla., Ucieczka z więzienia., Wyleczenie małp i otrzymanie dwugłowca., Powrót do domu statkiem., Spotkanie z piratami i zamiana statków., Uwolnienie chłopca., Odnalezienie przez Jipa wujka., Powrót do Puddleby.. Ranking Ta tablica wyników jest obecnie prywatna. Kliknij przycisk Udostępnij, aby ją upublicznić. Ta tablica wyników została wyłączona przez właściciela zasobu. Ta tablica wyników została wyłączona, ponieważ Twoje opcje różnią się od opcji właściciela zasobu. Wymagane logowanie Opcje Zmień szablon Materiały interaktywne Więcej formatów pojawi się w czasie gry w ćwiczenie.
Hugh Lofting w powieści pt. „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” nie określa dokładnie czasu akcji utworu. W powieści napisane jest jedynie „w zamierzchłych czasach, kiedy nasi dziadkowie byli jeszcze dziećmi”. Znając czas powstania utworu i dzięki cytatowi, możemy się domyślić, że chodzi o drugą połowę XIX wieku.
Katalog Iwona Kudyba, 2016-02-12KoniaczówZajęcia zintegrowane, KonspektyDoktor Dolittle i jego zwierzęta - wielka wyprawa do Afryki. Konspekt lekcji – nauczanie zintegrowane – klasa II Temat lekcji: Hugh Lofting ,,Doktor Dolittle i jego zwierzęta” – wielka wyprawa do Afryki Kierunki edukacji: • Edukacja polonistyczna: poznanie fragmentu lektury ,,Doktor Dolittle i jego zwierzęta”, opisywanie wrażeń słuchowych za pomocą przymiotników i czasowników, ustne układanie wymyślonej wersji wyprawy do Afryki bohatera lektury, pisemne układanie treści zadania do gry planszowej ,,Wielka wyprawa doktora Dolittle” • Edukacja matematyczna: dodawanie i odejmowanie w zakresie 100, mnożenie i dzielenie w zakresie 50 • Edukacja muzyczna: słuchanie utworów muzycznych: ,,Morze”, ,,Statek”, ,,La mer” C. Debussy oraz ich interpretacja słowem i ruchem Cel główny: Uruchomienie wyobraźni Cele operacyjne : Uczeń potrafi po lekcji: • Skupić uwagę • Wcielać się w rolę • Czytać tekst ze zrozumieniem • Słuchać i określać doznania słuchowe za pomocą przymiotników i czasowników oraz ruchu • Wskazać na mapie Anglię, Afrykę i wyznaczyć trasę podróży bohatera • Układać treść zadań do gry planszowej • Dodawać i odejmować w zakresie 100 oraz mnożyć i dzielić w zakresie 50 Formy pracy: indywidualna, zbiorowa, grupowa; drama Środki dydaktyczne: lektura ,,Doktor Dolittle i jego zwierzęta” Hugh Loftinga, kapelusz, nagrania dźwiękowe: ,,Morze”, ,,Statek”, mapa świata, płótno, utwór muzyczny C. Debussa ,,La mer”, gra planszowa ,,Wielka wyprawa doktora Dolittle” Przebieg zajęć: 1. Wprowadzenie do zajęć Nauczyciel demonstruje dzieciom cylinder pytając jednocześnie, kto mógłby być posiadaczem takiego nakrycia głowy. W dalszej części rozmowy wskazuje już na bohatera lektury ,,Doktor Dolittle i jego zwierzęta”. Właścicielem tego cylindra był pewien mieszkaniec małego miasteczka Puddleby nad rzeka Marsh, którego bardzo dobrze znali młodzi i starzy. Gdy szedł ulicą w właśnie w tym wysokim cylindrze, szeptano: ,,Idzie doktor! O, to mądry człowiek!” A wszystkie dzieci i psy biegły za nim i towarzyszyły mu; nawet wrony gnieżdżące się na kościelnej wieży, krakały i kiwały głowami. W tym miejscu nauczyciel zachęca dzieci do zademonstrowanie tej niezwykle zabawnej scenki. Najpierw wybiera ucznia odpowiadającego rysopisowi doktora:,, Krzepki, choć niezbyt wysoki mężczyzna”, po czym przebrany za doktora uczeń przechadza się po sali, gdy w tym czasie klasa podzielona na grupy udaje szczekanie psów, okrzyki dzieci: ,,Idzie doktor” oraz krakanie i kiwanie głowami wron. 2. Opowieść o doktorze Dolittle Po odegraniu krótkiej scenki nauczyciel powraca do opowieści o doktorze posługując się nadal cylindrem. Jan Dolittle był doktorem medycyny, który bardziej od ludzi kochał zwierzęta. Miał ich pełen ogród i dom .Od przykrego wydarzenia, gdy starsza pani – pacjentka doktora, podczas wizyty usiadła na jeża smacznie śpiącego na tapczanie, doktor zaczął tracić pacjentów, aż musiał sprzedać swoje niedzielne ubranie. Dopiero, gdy papuga Polinezja nauczyła go języka zwierząt i został weterynarzem, odzyskał sławę i pieniądze. Doktor Dolittle mógł zaradzić niemal każdej chorobie, bo znał język zwierząt, a te, gdy to spostrzegły, ze szczegółami opowiadały mu o nich. W ten sposób stał się najbardziej znanym weterynarzem w okolicy i na świecie. Ptaki bowiem odlatujące na zimę do innych krajów opowiadały o nadzwyczajnym lekarzu z miasteczka Puddleby, który rozumie mowę zwierząt i pomaga na wszystkie choroby. 3. Pierwsza - literacka wyprawa doktora do Afryki ,,Pewnej grudniowej nocy ….. „ W tym momencie nauczyciel kieruje uwagę uczniów na tekst zawarty w podręczniku, który zostaje teraz głośno przez niego odczytany. 4. Opis Gdy w końcowej części fragmentu dochodzą do miejsca: ,,Wówczas doktor rozkazał Czi-Czi, aby podniosła kotwicę, i rozpoczęła się podróż” nauczyciel zwraca uwagę uczniów na morze i podróż przez jego odmęty. Jest to niezwykle niebezpieczne dla ludzi, którzy nie znają się na żeglowaniu, takich właśnie jak doktor, który na szczęście miał do pomocy zwierzęta. a) wzburzonego morza z użyciem przymiotników Dzieci słuchają nagrania ,,Morze”, a następnie opisują usłyszane wrażenia za pomocą przymiotników. Morze (jakie) – wzburzone, rozgniewane, huczące, niebezpieczne, nieokiełznane … b) statku płynącego po wzburzonym morzu przy pomocy czasowników Dzieci słuchają nagrania ,,Statek”, a następnie opisują jego zachowanie używając jedynie czasowników. Statek (co robi) – trzeszczy, płynie, topi się, walczy 5. Druga - fikcyjna wyprawa doktora do Afryki Uczniowie z pomocą nauczyciela układają ustne historie podróży bohatera z Anglii, przez Ocean Atlantycki do Afryki wspierając się mapą świata. Nakreślają na niej przypuszczalną drogę bohatera. 6. Trzecia - muzyczna wyprawa doktora do Afryki Cylinder - statek kładą na środek płótna - morza, które chwytają dookoła i nim poruszają zgodnie z rytmem utworu muzycznego C. Debussa ,,La mer”. Odtwarzają w ten sposób ruch morskich fal i tworzą trzecią – muzyczną wersję wielkiej wyprawy doktora do Afryki. 7. Czwarta – planszowa wyprawa do Afryki Uczniowie podchodzą do rozłożonej na podłodze gry planszowej ,,Wielka wyprawa doktora Dolittle”. Nauczyciel wyjaśnia reguły gry. W grze biorą udział drużyny. Aby posunąć się do przodu należy rzucić kostką, przesunąć się na określone pole o ilość wyrzuconych oczek i rozwiązać znajdujące się na wylosowanym kartoniku zadanie matematyczne. Okazuje się, że należy dopisać zadania na pustych kartonikach. W tym celu nauczyciel dzieli klasę na grupy. Na pustym kartoniku każda z nich ma ułożyć krótką przygodę, która mogłaby przytrafić się w czasie podróży. Treść przygody powinna mieć formę stosowną do gry planszowej, tak aby posuwać się do przodu, stać w miejscu lub cofnąć się do tyłu. Po zakończonej pracy grupy oddają kartoniki i przystępują do gry. Wygrywa ta drużyna, która jako pierwsza dotrze do celu. 8. Zakończenie zajęć Na zakończenie zajęć nauczyciel pokazuje uczniom lekturę w formie całej książki i zachęca do sprawdzenia czy wielka wyprawa doktora do Afryki przebiegła podobnie jak na lekcji, zachęcając jednocześnie do przeczytania całej książki i innych części. Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.
Doktor Dolittle wyrusza nad Tajemnicze Jezioro! Stary afrykański żółw, który pamięta czasy potopu, zaginął. Trzęsienie ziemi zmiotło jego dom z wyspy na Tajemniczym Jeziorze. Doktor Dolittle wraz ze swymi zwierzętami rusza na wyprawę, by uratować przyjaciela. Przed nimi długa, niebezpieczna podróż. Kogo spotkają po drodze? Puddleby Doktor Jan Dolittle mieszkał na skraju niewielkiego miasteczka Puddleby. Jego dom nie był zbyt wielki, ale za to otaczał go rozległy i przepiękny ogród. Doktor dzielił dom z siostrą o imieniu Sara, która pomagała mu w wypełnianiu codziennych obowiązków. A tych tytułowy bohater wcale nie miał mało. W jego domu żyli bowiem dość niezwykli przyjaciele, czyli: kaczka Dab-Dab, pies Jip, sowa Tu-Tu, prosiak Geb-Geb oraz papuga Polinezja. Doktor Dolittle nie wyobrażał sobie swojego życia bez zwierzęcych przyjaciół. Odmienną opinię na ten temat mieli jednakże jego pacjenci, którzy z niechęcią patrzyli na czworonożnych i skrzydlatych lokatorów. Po pewnym czasie wizyty ludzi potrzebujących lekarskiej porady stały się naprawdę rzadkie. Prędko odczuł to portfel tytułowego bohatera, z którego ciężko było wydobyć sumy wystarczające na utrzymanie domu, ogrodu i przyjaciół. Mowa zwierząt Ostatnim pacjentem, który składał doktorowi regularne wizyty, był mężczyzna handlujący karmą dla kotów. Widząc coraz trudniejszą sytuację głównego bohatera, doradził mu on, aby zajął się leczeniem zwierząt. Pomysł ten poparła Polinezja, doskonale mówiąca ludzkim językiem papuga. To ona nauczyła głównego bohatera mowy zwierząt, czym znacznie ułatwiła mu zmianę zawodu. Na początku Dolittle przyjmował głównie przejedzone koty starszych pań. Ale że w świecie zwierząt informacje rozchodziły się podobnie jak w świecie ludzi, już wkrótce cieszył się wielkim ich uznaniem. Pewnego dnia do gabinetu doktora przyprowadzony został koń, który tracił wzrok. Doktor szybko ustalił, że zwierzę było źle leczone, i rozpoczął właściwą terapię. Wkrótce sława doktora Dolittle przekroczyła nie tylko niewielkie Puddleby, ale i całą Anglię. Stało się to za sprawą jaskółek, które zaniosły wieść o rozumiejącym mowę zwierząt doktorze aż do krajów, w których spędzały zimę. Nowe kłopoty pieniężne Sytuacja finansowa głównego bohatera uległa znacznej poprawie. Zadowoleni klienci bywali naprawdę hojnymi ludźmi. Zaoszczędzone pieniądze Dolittle pożytkował na pomoc zwierzętom. Pewnego dnia odkupił od kataryniarza niewielką małpkę (pozostali lokatorzy domku nazwali ją Chi-Chi), a później przygarnął „pracującego” w cyrku krokodyla. Właśnie ten z pozoru niesympatyczny gad stał się przyczyną problemów doktora Dolittle. Ludzie bali się krokodyla i nie chcieli już przychodzić. Nawet Sara (siostra Jana) postanowiła się wyprowadzić. Doktor wcale nie zamierzał oddać krokodyla z powrotem do cyrku – tak bardzo rozczulały go łzy zwierzęcia. Widząc jego poświęcenie, inni lokatorzy postanowili pomóc w organizacji domowych spraw (Czi-Czi gotowała i łatała ubrania, pies zamiatał, sowa prowadziła rachunki itd.). Na niewiele jednak się to zdało – już wkrótce zaczęło brakować pieniędzy. Wezwanie z Afryki Pewnego jesiennego dnia w domku Dolittle’a pojawiła się jaskółka, która przyleciała aż z Afryki. Przyniosła ona bardzo smutną i przejmującą wiadomość od mieszkających tam małp. Na kontynencie wybuchła bardzo niebezpieczna epidemia. Małpki chorowały i umierały, a nikt nie potrafił temu zaradzić. Dolittle nie wiedział, skąd wziąć odpowiednią sumę na bilet. Postanowił więc pożyczyć łódź od jednego z pacjentów, któremu wyleczył kiedyś syna. Mężczyzna zgodził się spełnić prośbę doktora i już wkrótce główny bohater wyruszył w rejs w towarzystwie Czi-Czi, krokodyla, prosiaka Geb-Geba, sowy Tu-Tu, kaczki Dab-Dab, psa Jipa oraz papugę Polinezję. Reszta zwierzaków została w domu, gdyż i tak szykowała się do zapadnięcia w sen zimowy. Wielka podróż Po trwającej niemal dwa miesiące podróży bohaterowie znaleźli się u wybrzeży Afryki. Nie dane było im jednak bezpiecznie dobić do brzegu, gdyż łódź rozbiła się o skały. Na szczęście żaden z pasażerów nie ucierpiał i już po chwili każdy postawił stopę lub łapę na suchej ziemi. Niebawem przybysze z Anglii zaprowadzeni zostali do władcy państwa Jolliginka, w którym się znaleźli. Polinezja i król Władca od początku nie był przychylny doktorowi i jego kompanii. Pamiętał, że kiedyś odwiedził go biały człowiek, którego bardzo hojnie ugościł, a ten odwdzięczył się wymordowaniem wielu słoni i kradzieżą ich kłów. Dlatego nakazał uwięzić Dolittle’a. Z pomocą doktorowi przyszła papuga, która w nocy wleciała do sypialni króla i przemówiła głosem doktora, informując władcę, że jeśli nie uwolni doktora, na jego kraj spadnie okrutna epidemia. Przerażony król uwolnił doktora i jego kompanię, którzy niezwłocznie opuścili wioskę. Wtedy żona króla Jolliginki – Ermintruda – wyjawiła mężowi swe podejrzenia. Kobieta widziała papugę i uważała, że Dolittle wcale nie miał wyjątkowych zdolności. Małpi most Władca zarządził pościg, do którego zaangażował cały swój dwór. Dolittle i zwierzęta uciekali przez dżunglę, a na czele ich wyprawy stała Czi-Czi. Małpka doskonale radziła sobie w tych warunkach i zawsze wybierała właściwą, a do tego bezpieczną i przyozdobioną smakowitymi owocami ścieżkę. W końcu nasi bohaterowie dotarli do granicy państwa Jolliginki i kraju małp. Na widok doktora małpy ucieszyły się tak bardzo, że wzniesione przez nich okrzyki zaalarmowały ludzi Jollinginki. Pościg był coraz bliżej, a rozciągające się przed bohaterami moczary zdawały się być niemożliwe do przebycia. I wtedy sprytem wykazały się małpy, które uformowały most, łapiąc się za ręce. Tym sposobem umożliwiły one bohaterom ucieczkę przed ludźmi nieprzyjaznego władcy. Przywódca lwów Wkrótce główny bohater założył szpital dla chorych małpek, zdrowym zwierzętom podał zaś szczepionkę. Dzięki temu możliwe było powierzenie niezarażonym zwierzętom opieki nad tymi chorymi. Jednak zdrowych małpek nie wystarczało. I chociaż bardzo ciężko pracowały, nie mogły zając się wszystkimi chorymi. Dolittle postanowił poprosić o pomoc króla lwów, ale ten odmówił. Inne zwierzęta, idąc śladem przywódcy, także nie zgodziły się udzielić pomocy doktorowi. Król lew opowiedział o niedawnych wydarzeniach swojej żonie, która nie była zadowolona z jego decyzji. Sama zamierzała poprosić doktora o pomoc, gdyż syn królewskiej pary poważnie zachorował. Na życzenie żony król lwów rozkazał swoim poddanym pomóc doktorowi. Już po dwóch tygodniach wszystkie małpy były zdrowe, a po epidemii nie został żaden ślad. Narada małp Na wieść o tym, że doktor Dolittle musi wrócić do Anglii, małpy bardzo się zasmuciły. Chciały odwdzięczyć się swemu dobroczyńcy w odpowiedni sposób, dlatego zwołały naradę. W końcu postanowiono, że Dolittle otrzyma dwugłowca, czyli zwierzę, którego w Europie jeszcze nie widziano. Najrzadsze zwierzę Złapanie dwugłowca wcale nie było rzeczą łatwą. Nawet kiedy jedna głowa spała, druga czuwała, przez co zasadzenie się na to stworzenie należało do rzeczy niemalże niemożliwych. Małpy postanowiły więc, że go okrążą. Ten pomysł okazał się wyjątkowo skuteczny. Jednak i tak nie mogły one siłą zmusić dwugłowca do posłuszeństwa, toteż przedstawiły mu historię doktora i poprosiły, aby pojechał z nim do Anglii, gdzie dzięki niemu Dolittle będzie mógł odzyskać popularność. Po trzydniowych negocjacjach dwugłowiec wyraził zgodę. Po wszystkim wystawiono doktorowi i jego zwierzętom wspaniałe przyjęcie pożegnalne. Czarny książę Droga powrotna wiodła przez kraj Jolliginka. By nie zwracać na siebie uwagi, wędrowcy szli przez gęstą dżunglę. Jednak pewnego razu prowadząca ich małpka nieco się oddaliła, aby nazbierać trochę orzechów. To wystarczyło do tego, żeby podróżni zgubili drogę i trafili prosto do ogrodu nieprzyjaźnie nastawionego do nich władcy. Strażnicy zaprowadzili ich przed oblicze króla Jollinginki, a ten od razu wtrącił Dolittle’a i jego zwierzęta do lochu, a samemu doktorowi nakazał myć podłogi. Sytuacja była skrajnie trudna. Małpka, która wróciła z garściami pełnymi orzechów, natrafiła tylko na Polinezję. Papuga była smutna z powodu losu przyjaciela i rozmyślała nad tym, w jaki sposób przywrócić mu wolność. Okazją do tego okazało się spotkanie z księciem Bumpo, następcą tronu. Chłopiec miał bowiem pewne marzenie - chciał, aby jego skóra zmieniła kolor z czarnej na białą. Papuga wykorzystała ten fakt i powiedziała, że jest wróżką, ale nie może nic zdziałać bez pomocy swojego mistrza, czyli doktora Dolittle’a. Polinezja doniosła o wszystkim mężczyźnie i powiedziała, że w zamian za wybielenie skóry powinien domagać się uwolnienia oraz statku. Medycyna i czarnoksięstwo Zmartwienie księcia spowodowane było spotkaniem z pewną księżniczką. Najpierw wszystko było jak w bajce. Książę odnalazł królewnę, która spała, a później ją pocałował. Jednak kiedy ta się obudziła, przestraszyła się jego oblicza i powiedziała, że woli z powrotem zasnąć. Dolittle długo rozmyślał nad składem mikstury, a kiedy w końcu ją uwarzył, okazała się ona być niezwykle skuteczna. Zadowolony z efektu książę uwolnił doktora oraz podarował mu statek. Podróżnicy bez większych problemów dotarli na wybrzeże. Tam główny bohater pożegnał się z papugą, małpką i krokodylem, które wolały zostać na rodzimym kontynencie. Doktor Jan Dolittle i pozostałe zwierzęta wsiedli na statek i rozpoczęli podróż. Główny bohater był zmartwiony tym, czy uda mu się ustalić właściwy kurs, lecz bardzo szybko okazało się, że w podróży powrotnej może liczyć na pomoc jaskółek. Czerwone żagle i czarne skrzydełka W drodze do Anglii statek Dolittle’a zbliżył się do wyspy zwanej Barbarią. Ląd ten zamieszkiwali okrutni piraci, którzy porywali swoje ofiary dla okupu. W pewnym momencie Jip zaalarmował załogę, wskazując szczekaniem zmierzający w ich stronę okręt piracki. Dolittle był przekonany, że to już koniec podróży. Jednak z pomocą ponownie przyszły jaskółki. Jedna z nich doradziła, aby linę podzielono wzdłuż na mniejsze kawałki. Gdy to uczyniono, ptaki wzięły sprawy w swoje dzioby. Ciągnięty przez nie statek znacznie przyśpieszył i zostawił w tyle okrutnych piratów. Ostrzeżenie szczurów Jaskółki, mimo szczerych chęci, bardzo szybko poczuły zmęczenie. Wtedy statek Dolittle’a zatrzymał się na jednej z mijanych wysp, gdzie można było znaleźć wiele jedzenia i nieco odpocząć. Wciąż obawiając się piratów, Dolittle i jego kompani ukryli swój niewielki okręt w krzakach. W pewnym momencie Dolittle zobaczył, że jego okręt opuszczają szczury. Zwierzęta oznajmiły mu, że w pokładzie są dziury, a one nie mają zamiaru podróżować. Niebawem do wyspy dobili piraci. Dość szybko odnaleźli oni statek Dolittle’a i przystąpili do przeszukiwania go. Doktor i jego przyjaciele wykorzystali tę okazję, odbierając statek piratom. Już po chwili znajdowali się w pełnym morzu. Piraci niezwłocznie wyruszyli w pościg, lecz dziurawy statek tylko przez moment utrzymywał się na powierzchni. Już po chwili znaleźli się w wodzie, w której pływało całkiem sporo rekinów. Drapieżniki gotowe były pożreć ludzi, ale doktor Dolittle poprosił, aby darowały im życie, pod warunkiem że zostaną na wyspie i będą uprawiać rolę. Piraci nie mogli odrzucić tej oferty. Tu-tu podsłuchuje Na pokładzie pirackiego statku nowa załoga znalazła mnóstwo zapasów i wartościowych skarbów. Zwierzęta nie mogły dostać się tylko do jednego pomieszczenia, które znajdowało się za zamkniętymi na klucz drzwiami. Słynąca z dobrego słuchu sowa Tu-tu wytrwale nasłuchiwała, zastanawiając się, co może być w tej kajucie. W pewnym momencie usłyszała cichy płacz. Doktor Dolittle nakazał wyważyć drzwi. Plotkarki oceanu Po pokonaniu przeszkody okazało się, że za drzwiami siedział mały chłopiec. Został on porwany dla okupu, a wraz z nim zabrano jego wuja, który był potrzebny piratom, ponieważ doskonale opanował tajniki nawigowania i sterowania statkiem. Chłopiec bał się, że wujek został zabity. O pomoc poproszono delfiny. Morskie ssaki dotarły do wraku kutra, którym pływał wujek chłopca, ale nie znalazły żadnych śladów mogących świadczyć o tym, że mężczyzna został zabity. Pogłoski Do poszukiwań wujka chłopca włączyły się także orły. Obdarzone wyjątkowo bystrym wzrokiem ptaki nie dostrzegły jednak niczego. Następnie swoich sił spróbował Jip, który powąchał nasączoną zapachem tabaki chustkę mężczyzny. Mimo wzmożonej czujności także pies Dolittle’a nie natrafił na żaden ślad. Skała Któregoś dnia Jip poczuł w powietrzu zapach tabaki. Pies od razu wiedział, co to oznacza. Dzięki pomocy jaskółek bohaterom prędko udało się dotrzeć do niewielkiej skalistej wyspy. Okazało się, że w jednej ze szczelin spał rudy mężczyzna, który był rybakiem i wujkiem chłopca. Ojczyste miasteczko rybaka Powitanie chłopca i jego wujka było bardzo wzruszające. Uratowany mężczyzna stwierdził, że Dolittle i jego przyjaciele powinni udać się wraz z nim i chłopcem do ich rodzinnego miasta. Tak też się stało, a mieszkańcy miasteczka przyjęli gości z wielką serdecznością. Za pomoc Dolittle otrzymał złoty zegarek, a Jip, bez którego na pewno nie udałoby się uratować mężczyzny, otrzymał złotą obrożę. Z powrotem w domu Doktor Dolittle wiele podróżował, przedstawiając widzom niezwykle rzadkiego dwugłowca. Kiedy w końcu poczuł, że zdobył wystarczająco dużo pieniędzy, aby móc zapewnić dobre życie sobie i przyjaciołom, główny bohater wrócił do Puddleby. Tam wszyscy przyjęli go z radością, a z jego powrotu najbardziej zadowolonym zdawał się być sąsiad, któremu Dolittle odkupił aż dwa statki. Od tego czasu główny bohater już nigdy nie musiał martwić się o pieniądze. Plan wydarzeń 1. Doktor Dolittle pracuje jako lekarz i cieszy się szacunkiem Główny bohater przygarnia Klienci stopniowo rezygnują z usług Dolittle’ Problemy finansowe głównego Pomysł, aby Dolittle leczył Pomoc Polinezji - papuga uczy człowieka mowy Sukcesy Dolittle’ Główny bohater przygarnia krokodyla, który odstrasza Dolittle znowu wpada w kłopoty finansowe, a w dodatku z domu wyprowadza się Sara, jego Wiadomość z Doktor i kilku zwierzęcych przyjaciół, których zabrał ze sobą, docierają do wybrzeży Bohaterowie w niewoli u afrykańskiego Podstęp Ucieczka z więzienia i dotarcie do kraju Dolittle skutecznie leczy małpy, pomagając przezwyciężyć Wdzięczność małp i wręczenie doktorowi Droga Ponowna niewola u władcy państwa Pomoc udzielona przez księcia Rozstanie Dolittle’a z Polinezją, Czi-czi i Dolittle i przyjaciele wyruszają w Przepłynięcie obok Barbarii i zwrócenie na siebie uwagi Pomoc jaskółek i udana Odpoczynek na Szczury informują o dziurze w Piraci dopływają do Dolittle i jego przyjaciele kradną statek Piraci w morzu pełnym Odnalezienie w pirackim statku przerażonego Jip pomaga odszukać wujka Radosne Dolittle i zwierzęta zaproszeni do ojczystego miasteczka Główny bohater oraz pies Jip zostają uhonorowani za pomoc Dolittle podróżuje i pokazuje widzom niezwykle rzadkiego Główny bohater powraca do Puddleby i wiedzie szczęśliwe zycie. Rozwiń więcej .